Czy Donald Trump ma pewien plan, który konsekwentnie wprowadza w życie? Czy też wiele jego wypowiedzi, gestów i decyzji stanowi jeden wielki chaos i przejaw nieokiełznanego egotyzmu? Gdyby jednak zadać sobie trud i spróbować z tego chaosu wyłuskać to, co racjonalne, to można byłoby chyba powiedzieć, że w myśli amerykańskiego prezydenta wyraźnie widać, iż coraz większe znaczenie ma po prostu siła.
Liberalną wizję końca historii – cały świat zmierza do jednego, globalnego porządku – ma zastąpić powrót do koncepcji koncertu mocarstw – kilka imperiów dzieli świat między siebie i realizuje swoje interesy w wybranych przez siebie strefach. Tak długo, jak udaje się im między sobą ułożyć, panuje pokój; w chwili, gdy zgłaszają one roszczenia do tej samej strefy, rosną napięcie i ryzyko wojny. Wielkie mocarstwa rywalizują ze sobą i trzymają siebie jednocześnie w szachu. Są jednocześnie rywalami i partnerami.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.

