Od lat poszczególni ministrowie obrony narodowej prześcigają się w zapewnieniach, że polski przemysł obronny jest najbliższy ich sercu i tam będą kierowane wojskowe zamówienia. Od teraz dochodzi do tego solenne zapewnienie, że tym razem zamówienia te nie ominą także sektora prywatnego w zbrojeniówce.
Jako przykład udanej współpracy państwa z sektorem prywatnym w przemyśle zbrojeniowym wymienia się przede wszystkim Stany Zjednoczone. Niemniej bardzo udana współpraca tych sektorów występuje także w Europie Zachodniej, przede wszystkim w Wielkiej Brytanii, Niemczech, we Francji, w Norwegii i Szwecji. Efektem tej współpracy są zaawansowane technologicznie produkty wojskowe z najwyższej półki.
Mimo dobrych chęci nie da się porównać systemów przemysłu obronnego z obu stron dawnej żelaznej kurtyny. Wynika to z zaszłości historycznych, które uniemożliwiają na ten moment krajom wschodnioeuropejskim proste przyjęcie wzorców zachodnich. Po pierwsze w zachodnich krajach NATO istnieje bardzo silny sektor przemysłu prywatnego, którego przemysł zbrojeniowy jest istotną częścią. W Europie Wschodniej wciąż dominującą pozycję zajmuje państwo, które kontroluje i zarządza w rzeczywistości większością sektora przemysłowego. Nie było po prostu do tej pory warunków prawnych i finansowych na rozbudowanie prywatnego sektora przemysłu obronnego w tym regionie. Przede wszystkim wynika to z niewystarczającej zdolności kredytowej przemysłowego sektora prywatnego. Wsparcie państwa dla niego jest za małe.
Problem stanowi także niewydolny i niewystarczająco zasobny sektor finansowy nieposiadający dostępu do odpowiednio dużych środków finansowych na wspieranie przemysłu, a szczególnie przemysłu zbrojeniowego.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
