Uprzywilejowani bezterminowo
  • Łukasz WarzechaAutor:Łukasz Warzecha

Uprzywilejowani bezterminowo

Dodano: 
Flagi Polski i Ukrainy
Flagi Polski i Ukrainy Źródło: PAP / Tomasz Gzell
W pierwszych miesiącach wojny nasza pomoc miała faktycznie ogromne znaczenie i zapewne zapobiegła rosyjskiej wygranej. Wtedy można było uznać, że jej bezwarunkowość jakoś się broni. Jednak to, co polska elita – od KO, poprzez PiS, po prezydenta – wyprawia w sprawie Ukrainy cztery lata po rozpoczęciu wojny, nijak się już nie broni.

Artykuł nawiązujący do czterech lat wojny na Ukrainie w Polsce wypada zacząć podsumowaniem pomocy, którą temu krajowi przekazaliśmy. Takie podsumowania w cyklu „Ukraine Support Tracker” regularnie tworzy Kiloński Instytut Gospodarki Światowej (Kiel Institut für Weltwirtschaft). Ostatnie ukazało się w grudniu 2025 r. i obejmuje okres od 24 stycznia 2022 r. do 31 października ubiegłego roku. Polska w tym okresie wspomogła Ukrainę – wliczając w to pomoc dla uchodźców – kwotą 43,24 mld euro, czyli ponad 180 mld zł. To umieszcza nas na trzecim miejscu w tabeli liczb bezwzględnych za Stanami Zjednoczonymi – 114,63 mld euro, przy czym jest to pomoc wyłącznie finansowa, militarna i w minimalnym stopniu humanitarna, nie ma natomiast pomocy dla uchodźców – oraz Niemcami – 72,07 mld euro. Pamiętajmy jednak, jak różna jest skala gospodarki polskiej i niemieckiej, o amerykańskiej nie mówiąc. PKB Niemiec w 2024 r. to ponad 4,6 bln dol., podczas gdy w Polsce wyniosło trochę ponad 900 mld dol. PKB per capita w Niemczech było wtedy na poziomie ok. 55 tys. dol., a w Polsce – ok. 25 tys. dol.

Polska natomiast od dawna wygrywa w zestawieniach kilońskiego instytutu w kategorii pomocy kalkulowanej jako procent PKB z 2021 r. Wliczając pomoc dla uchodźców, Polska przeznaczyła dla Ukrainy i Ukraińców 7,25 proc. Następna w kolejności jest Łotwa – 5,91 proc., a trzecia Estonia – 5,77 proc. Niemcy są znacznie dalej, na 13. miejscu, z wielkością 1,93 proc., a USA dopiero na 30. miejscu: 0,56 proc.

Ukryte koszty

Ponieśliśmy zatem gigantyczne koszty, przy czym mowa tu o tych jawnych i łatwo dostępnych. Jest jednak wiele kosztów mniej lub bardziej nieoczywistych i ukrytych. To np. zmniejszenie dostępności mieszkań, przez lewicę rutynowo przypisywane flipperom albo złowrogim spekulantom, podczas gdy masowy napływ uchodźców wynajmujących lub kupujących mieszkania – bo są to w dużej części ludzie zamożni – kompletnie w tych kalkulacjach nie jest uwzględniany. Inna sprawa, o której się nie mówi, to obecność na polskich drogach dziesiątków tysięcy samochodów na ukraińskich rejestracjach, które nie muszą mieć przeglądów technicznych – co jest oczywistym uprzywilejowaniem w porównaniu z Polakami. Rząd dopiero pod koniec ubiegłego roku zaczął się do tej sprawy niemrawo zabierać. Projekt ustawy likwidującej ten przywilej nie trafił wciąż do Sejmu. Ukraińcy powodują także w Polsce wypadki, a w wielu przypadkach uzyskanie odszkodowania od ukraińskiego ubezpieczyciela nie jest możliwe. Czasami zresztą ukraińskie pojazdy po prostu ubezpieczenia nie mają. Wtedy odszkodowanie wypłaca Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny. Tych kosztów nikt dotąd nie podliczał (skierowałem do UFG pytania w tej sprawie i czekam na odpowiedź). Tego typu ukryte koszty pobytu ukraińskich uchodźców w Polsce można by wymieniać długo. Polskie państwo zresztą nie jest w stanie precyzyjnie określić, ilu właściwie Ukraińców w naszym kraju obecnie jest. Szacunki mówią o ok. 1,5–1,6 mln, w tym ponad 990 tys. posiada PESEL typu UKR.

Czy Ukraińcy byli w Polsce uprzywilejowani? Jak wskazuje przykład badań technicznych pojazdów – tak, z tym że było to uprzywilejowanie niejako ukryte. Często miało miejsce na poziomie samorządów, które w ten sposób uszczuplały własne przychody, a tym samym obciążały bardziej polskich obywateli. Tak było z bezpłatnymi przejazdami komunikacją miejską, w niektórych miastach likwidowanymi dopiero w ostatnim czasie, czy gratisowym wstępem do samorządowych placówek, takich jak muzea (ten przywilej można jeszcze gdzieniegdzie spotkać).

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.
Czytaj także