Załużny – wyrok Zełenskiego?
  • Maciej PieczyńskiAutor:Maciej Pieczyński

Załużny – wyrok Zełenskiego?

Dodano: 
Gen. Wałerij Załużny, były naczelny dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy
Gen. Wałerij Załużny, były naczelny dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy Źródło: PAP/EPA / GLEB GARANICH / POOL
Były wódz naczelny armii ukraińskiej zaczął otwarcie uderzać w prezydenta. W bezpośrednim starciu z bohaterem wojny Wołodymyr Zełenski miałby niewielkie szanse. Pytanie: Jak gen. Wałerij Załużny poradzi sobie w polityce? I jakim będzie przywódcą?

Wiosna 2022 r. Trwa ukraińska kontrofensywa na kierunku północno-wschodnim. Po długiej, wyczerpującej i pełnej napięcia naradzie u prezydenta Wołodymyra Zełenskiego gen. Wałerij Załużny wrócił do tymczasowego, zakonspirowanego centrum dowodzenia Siłami Zbrojnymi Ukrainy. Kilka godzin później pojawiło się tam kilkudziesięciu agentów SBU, żeby przeprowadzić przeszukanie. W tym samym czasie znajdowało się tam kilkunastu brytyjskich oficerów. Agenci Służby Bezpieczeństwa Ukrainy nie wyjaśnili, czego dokładnie szukają. Załużny odmówił im dostępu do dokumentów i komputerów. W obecności funkcjonariuszy zadzwonił do ówczesnego szefa Biura Prezydenta i postawił sprawę jasno: „Powiedziałem Jermakowi, że będę odpierać ten atak, bo wiem, jak walczyć”. Następnie zadzwonił jeszcze do szefa SBU Wasyla Maluka, żeby dowiedzieć się, o co chodzi. Maluk zapewnił, że nie miał pojęcia o tym nalocie, nie wydawał żadnych rozkazów, obiecał też, że wyjaśni sprawę.

Tę sensacyjną historię Wałerij Załużny opowiedział niedawno w głośnym wywiadzie udzielonym agencji Associated Press. Według byłego głównodowodzącego armią ukraińską nalot był formą pogróżki pod jego adresem. Po fakcie Załużny dowiedział się, że dwa dni przed akcją SBU zwróciła się do kijowskiego sądu okręgowego z wnioskiem o nakaz przeszukania. Z dokumentów, do których dotarła AP, wynika jednak, że służby nie zdradziły swojego prawdziwego celu. Oficjalnie chodziło o przeszukanie klubu ze striptizem, prowadzonego przez zorganizowaną grupę przestępczą. Tak się składa, że lokal znajdował się pod tym samym adresem co siedziba Załużnego. Czyżbyśmy mieli do czynienia z kolejną aferą z udziałem ukraińskich elit, tym razem nie tyle korupcyjną, ile obyczajową? Nic na to nie wskazuje. Jak się bowiem okazuje, rzeczony klub ze striptizem został zamknięty jeszcze przed wybuchem pełnoskalowej wojny. Według Załużnego to nie była pomyłka. SBU nie mogła nie wiedzieć, że pod tym adresem znajduje się centrum dowodzenia Sił Zbrojnych Ukrainy. Gdyby były jakiekolwiek podstawy do nalotu, funkcjonariusze nie musieliby udawać, że chodzi o klub go- -go. Wszystko zatem wskazuje na to, że w rzeczywistości agenci szukali haków na generała, a ponadto zamierzali go w ten sposób ostrzec, by nie zadzierał z prezydentem (któremu, notabene, SBU bezpośrednio podlega).

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.
Księgarnia Do RzeczyKsiążki Macieja Pieczyńskiego
można kupić w Księgarni Do RzeczyZapraszamy
Czytaj także