Wyobraźmy sobie dużą, renomowaną firmę, która jednak przez złą strategię rynkową, fatalne zarządzanie, nietrafione inwestycje popadła w poważne problemy. Kurs jej akcji spada, zmniejsza się kapitalizacja, rynek dominuje największy konkurent, ale też w jej segment, niegdyś opanowany przez nią bez reszty, coraz śmielej wgryzają się mniejsi drapieżni, agresywni konkurenci, głodni sukcesu. W tej sytuacji założyciel firmy, stojący na czele jej rady nadzorczej, doprowadza do nominacji nowego prezesa zarządu. Pomiędzy oboma panami dochodzi do spotkania. Nowy prezes jest pełen najlepszych chęci, ale od seniora dowiaduje się, że jego możliwości decyzyjne są ograniczone do minimum. Ma tylko dawać nową twarz przedsięwzięciu, natomiast nie może planować żadnej własnej taktyki rynkowej, zmienić sposobu inwestowania, a nawet dobrać sobie współpracowników według własnej woli. Wszystko, co może, to popracować trochę z działem PR nad nowymi reklamami. "Pod maską" wszystko ma zostać po staremu. Nowy prezes wie, że w ten sposób niczego nie osiągnie. Próbuje wytłumaczyć przewodniczącemu rady nadzorczej, że bez głębokiego wstrząsu firma sobie nie poradzi, ale ten pozostaje nieugięty. Taki brak elastyczności w biznesie na ogół zapowiada upadek.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
