Dokonała go orda budziacka koczująca w granicach Mołdawii, pomiędzy ujściem Dniestru i Dunaju, na czarnomorskich stepach. Nazwa zaś „budżak” oznaczała w mowie tureckiej według „Słownika geograficznego Królestwa Polskiego” po prostu: „kąt”.
Tatarzy budziaccy wielokrotnie urządzali własne najazdy na Ruś Czerwoną i Ukrainę, nie oglądając się na pomoc braci z Krymu. Tak było, jak podaje Andrzej Gliwa w pracy o zniszczeniach ziemi przemyskiej, 9 października 1620 r., kiedy po klęsce Żółkiewskiego nad Dniestrem Kulim-bej z wydzielonymi oddziałami ordy krymskiej i budziackiej przekroczył granicę. Później orda budziacka wzięła udział w dwóch najazdach w 1621 r. Zaskoczeniem był atak w czerwcu roku 1623, rok przed późniejszym ogromnym najazdem Kantymira, bejlerbeja sylistryjskiego, nienawidzącego Polaków. Tatarzy budziaccy szli wówczas szlakiem wołoskim i uderzyli na powiat drohobycki, założyli kosz pod Medyką, napadli m.in. na wsie dzisiejszego województwa podkarpackiego. Zaatakowali też posiadłości należące do Ordynacji Zamojskiej w okolicach Tarnogrodu i zdobyli Radymno, gdzie spalono 80 domów. Był to jednak tylko wstęp do ogromnego najazdu w 1624 r., kiedy na szczęście zostali rozbici przez Stanisława Koniecpolskiego pod Martynowem.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.

