Pożar wybuchł 23 stycznia o godzinie 5:45 w budynku przy ulicy Mickiewicza, w Białogardzie. Na miejscu jako pierwsi pojawili się policjanci, którzy natychmiast weszli do budynku, aby upewnić się, że wszyscy mieszkańcy opuścili swoje mieszkania. Kiedy sierż. sztab. Marek Stępniewski oraz st. sierż. Sebastian Szulc otrzymali informację, że w mieszkaniu znajdującym się bezpośrednio nad miejscem wybuchu są jeszcze ludzie, ruszyli im na pomoc.
Sierż. Szulc pobiegł do mieszkania na piętrze, z którego wydobywał się gęsty dym, jego kolega sprawdzał czy z pozostałe lokale zostały opuszczone przez lokatorów. Sierż. Szulc usłyszał z pierwszego piętra głos mężczyzny, który prosił o pomoc w ratowaniu czteroletniego syna z mieszkania. Policjant wszedł do lokalu i na rękach wyniósł czteroletniego chłopca oraz pomógł wydostać się z zagrożonego miejsca jego ojcu.
Jak podaje policja, całej trójce ze względu na bardzo gęste zadymienie, udzielona została pomoc medyczna. Na szczęście nikt z uczestników zdarzenia nie odniósł poważnych obrażeń.
Czytaj też:
Tragedia we Wrocławiu. W pożarze zginęły cztery osobyCzytaj też:
Cukierki z LSD na poczcie. 5-letnia dziewczynka trafiła do szpitala
