W drodze powrotnej doszło do tragicznego wypadku autokaru na Węgrzech. Kobieta zginęła, jej mąż przeżył. Teraz opowiada o dramatycznych chwilach po katastrofie.
Pan Zdzisław, podobnie jak większość pasażerów, spał, kiedy doszło do wypadku. Obudził go potężny huk. – Jak trzasnęło, to się obudziłem. Wszyscy spali, nikt nic nie widział – opowiada w rozmowie z "Faktem". Po chwili w autokarze rozległy się krzyki przerażonych pasażerów. – Słyszałem tylko: "O Matko Bosko!". Były krzyki i nawoływania, gdzie kto jest – wspomina.
Mężczyzna uważa, że przeżył dzięki temu, że tuż przed tragedią położył się na podłodze w przejściu pomiędzy siedzeniami. – Tam spałem, na podłodze, to mnie uratowało. Żona siedziała przy oknie – mówi. Najcięższych obrażeń doznali pasażerowie znajdujący się po stronie, na którą przewrócił się autokar.
Musiał zidentyfikować żonę
Po katastrofie pan Zdzisław został przewieziony do szpitala. Jego żonę wyciągnięto z wraku później. – Mnie zabrali, a żonę dopiero później wyciągali. Ratowali tych, którzy żyli. Tych, o których stwierdzili, że nie żyją, zostawili na później – relacjonuje. Później mężczyzna musiał dokonać identyfikacji Heleny. Jak przyznaje, obraz żony po wypadku cały czas do niego wraca.
– Dopóki jej nie widziałem, to było inaczej. Teraz mam ją cały czas przed oczami – mówi. – Jak widziałem teraz, jak wygląda... – dodaje.
Pojechali uczcić 50 lat małżeństwa
Helena i Zdzisław byli małżeństwem od pół wieku. Od lat wspólnie pielgrzymowali do Medziugorie. – Na każdą rocznicę żeśmy jeździli – wspomina senior. Tym razem podróż miała być szczególna. Małżonkowie chcieli w ten sposób uczcić złote gody. – Pojechaliśmy na 50. rocznicę ślubu. Chcieliśmy sobie ją uczcić, a tu masz... – mówi pan Zdzisław. – Tak bardzo się szanowaliśmy, kochaliśmy się – dodaje.
Przed wyjazdem mieli powiedzieć bliskim, że będzie to już ich ostatnia pielgrzymka. – W domu mówili, że to już ostatnia pielgrzymka. No i tak wyszło... – mówi mężczyzna.
"Do domu przyjadę zupełnie sam"
Teraz pan Zdzisław najbardziej obawia się powrotu do Strzyżowa. Po 50 latach wspólnego życia będzie musiał wrócić do domu bez żony. – Dopiero będę przeżywał, jak do domu przyjadę, zupełnie sam – wyznaje. We wrześniu rodzina miała świętować ślub wnuczki. – Córka wnuczkę wydaje za mąż. To dopiero będzie tragedia dla nich – mówi.
Mimo ogromnej straty pan Zdzisław podkreśla, że nie stracił wiary. – Wierzę w Boga. Uważam, że Bóg wie, co robi – mówi. Zapytany, czy po tragedii nie zwątpił, odpowiada: – Myślę, że Bóg zabiera do siebie najlepszych, wie, co robi...
