Oj, przydałby się jeszcze ktoś na przyczepkę” – ten cytat ze starej ludowej bajki o wyciąganiu rzepki przez babcię i dziadka doskonale pasuje do aktualnej sytuacji obozu Koalicji 13 grudnia. Obóz to wciąż mocno chwiejący się, niekiedy skłócony i nieskonsolidowany. Ale wszyscy ci, którzy znają Donalda Tuska, twierdzą, że demiurg z Sopotu na czas zagoni polityków z Koalicji do karnego szeregu.
Ale nie tylko sam Tusk martwi się o szanse wyborcze obecnego układu. Nad problemami opozycji pochyliło się ostatnio dwoje publicystów „Gazety Wyborczej”: Agnieszka Kublik i Andrzej Machowski. Wskazują oni, że wspólna lista wszystkich ugrupowań obecnej koalicji najprawdopodobniej pozwoli im uzyskać większość ponad 230 mandatów, ale tylko pod warunkiem, że prawica wystartuje na aż czterech listach. I ostrzegają: „Wystarczy, że PiS połączy siły z Rozwojem Plus lub Konfederacja z Koroną, a większość mandatów zdobędą nacjonaliści. Demokraci muszą też wziąć pod uwagę, że w sytuacji, gdy sami się nie integrują, na jakiś wariant integracji może zdecydować się prawica”.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
