W 2015 r. Bronisław Komorowski wraz z Ewą Kopacz, którą wyznaczył Tusk na swoje miejsce, doprowadzili Platformę Obywatelską do katastrofy: podwójnej przegranej i utraty władzy na dwie kadencje. W istocie zjazd po równi pochyłej zaczął się wcześniej. Już niemal dwa lata przed wyborem Tuska na szefa RE, we wrześniu 2012 r., Roman Giertych ostrzegał w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”, że gwałtowny skręt w lewo, dokonany przez Donalda Tuska, może doprowadzić do wyborczego zwycięstwa PiS. Polacy, argumentował Giertych, są z usposobienia tradycjonalistyczni, centrowi i bardzo podobała im się dotychczasowa narracja Tuska, który dystansował się od „skrajności” z lewa czy prawa i prezentował jako zdroworozsądkowy „pragmatyk”, niechętny wszelkim ideologiom, zainteresowany jedynie „ciepłą wodą w kranie” oraz budowaniem autostrad, mostów i stadionów. Ponieważ Giertych radę na zauważalną zmianę kursu PO ku lewicy, i to w jej najbardziej „genderowym” wydaniu, widział w uzupełnieniu rządzącej koalicji o komponent katolicko-narodowy (ale „konstruktywny”, taki w stylu PRL-owskiego Stowarzyszenia PAX) i podejmował się sam taki komponent stworzyć, jego przestrogi uznano za autopromocję i nie potraktowano ich poważnie.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.

