Mentalité: Chamokomuna i inni
  • Marek Jan ChodakiewiczAutor:Marek Jan Chodakiewicz

Mentalité: Chamokomuna i inni

Dodano: 59
Sierp i młot – symbol komunizmu, zdjęcie ilustracyjne
Sierp i młot – symbol komunizmu, zdjęcie ilustracyjne / Źródło: Pixabay
Cyberonuca | Dawno temu napisałem referat o torturach stosowanych przez Urząd Bezpieczeństwa. Zainspirowała mnie do tego wypowiedź jednego z moich znajomych naukowców, który na konferencji naukowej oświadczył mi, że przecież komunistyczna tajna policja nie torturowała nikogo, co rzekomo miało ją różnić od Gestapo.

W każdym razie nie jest to przyjemna lektura. Nasz zaprzyjaźniony ksiądz Justin tutaj w Maryland choruje od kilku lat po przeczytaniu tego. A przyjaciel mój ze Szkocji już czytał to kilka razy. Po ostatniej rundzie napisał mi taki list (w wolnym tłumaczeniu):

„Znów przeczytałem Twój artykuł z Glaukopisa. Ponownie jestem zaszokowany straszliwymi bestialstwami popełnionymi przez tych katów, szczególnie, że większość z nich to widocznie etniczni Polacy, co wywołuje następujące pytanie: kim byli ci złoczyńcy z punktu widzenia społecznego, klasowego, politycznego, ekonomicznego i innego? Czy wszyscy oni byli członkami partii komunistycznej czy wojska czerwonych? Czy wywodzili się z klasy robotniczej? Czy byli asocjalnymi odmieńcami, kiepsko wyedukowanymi żulami? Czy wśród nich znaleźli się przekabaceni ludzie z AK i NSZ? Czy opublikowano coś naukowego o nich od 1989 roku? Gdy napotykam na taki materiał dowodowy, moją reakcją jest zdumienie, że etniczni Polacy mogli zachowywać się w taki straszny sposób, który tak graficznie opisujesz, a który jest antytezą narracji heroicznej, którą ja wspieram”.

Odparłem, że ja też lubię narrację bohaterską. I, tak, publikowano wiele rzeczy, rozmaitej jakości. Sam starałem się z tym zjawiskiem zmagać. Doszedłem do wniosku, że kluczem do zrozumienia tego jest uchwycenie zmian mentalnościowych. W swojej pracy O prawicy i lewicy (1994, 2010, 2020), opisywałem chamokomunę, oderwanych i dobroty. Wprowadziłem też pojęcie post-PRLowca (czyli post-chamokomuny bądź jej spadkobiercy) i post-Polaka (czyli postmodernistycznego tworu odcinającego się i wyalienowanego z polskości).

Czerwoni przedstawiciele

Aby zrozumieć ofiary, wspomniałem rozmaite patologie. A w tym i syndrom sztokholmski, który spowodował, że niewolnicy komunistów pokochali Wielkiego Brata, co zresztą opisał celnie George Orwell. Jest też powszechny kompleks niższości maskujący się jako kompleks wyższości. Po prostu nad Wisłą każdy wszystko wie. No i dysonans poznawczy. Nieumiejętność szeregowania znajomych zjawisk w ciąg logiczny. Są to dość nagminne przypadłości u niewolników. Wszystko to wynika z kolonialnego doświadczenia sowieckiej okupacji PRL przez tubylczego, czerwonego przedstawiciela. A co właśnie z czerwoną elitą? Miała i ma się dobrze.

Jeśli chodzi o UB, to tajna policja składała się przede wszystkim z chamokomuny. Byli to ludzie z nizin społecznych. Początkowo mieli świadomość być może lokalną. Identyfikowali się z wioską, bądź dzielnicą (w miastach). Wszyscy spoza byli przez nich traktowani jako obcy. Pod wpływem doświadczeń okupacji niemieckiej zradykalizowali się, ale i – w jakimś sensie – odkryli, że są Polakami. Niemiec dał im w mordę i wyzwał od polskich świń i to wystarczyło.

Polacy i "Polacy"

Tacy głównie trafiali do „resortu”. Ale to nie wyczerpuje sprawy. Problem środowiska takiego jak nasze (tradycyjne, konserwatywne, narodowe, patriotyczne, niepodległościowe) jest taki, że dla nas słowo „Polka” czy „Polak” to tytuł honorowy. Zakładamy, że Polak tak rozumiany jest właśnie ideałem narracji heroicznej. Ale przecież produkty PRL i post-modernizmu wcale tak nie uważają. Ja ich nazywam PRLowcami i do tej kategorii zaliczam też i Ubeków.

Zakładam, że tak jak Volksdeutsch nie mógł być Polakiem, tak też i komunista nim być nie może w tradycyjnym rozumieniu. Jednak PRLowcy, a w tym Ubecy i ich spadkobiercy, nazywają siebie Polakami, ponieważ wynaleźli nowe kryteria, gdzie zdrada ramię w ramię ze Związkiem Sowieckim funkcjonowała jako sworzeń ich mentalności, tak jak i rewolucyjne stłamszenie Polaków rozumianych tradycyjnie. Temat ten wymaga poważnych badań nad mentalnością indywidualną i kolektywną.

Widzę tu kilka grup etnicznych polskich mężczyzn i kobiet, które odcięły się od tradycyjnej polskości. Niektóre z tych grup zazębiają się i przenikają na wzajem.

Zdrajcy, przekabaceni patrioci i mściciele

Po pierwsze, istnieli świadomi zdrajcy. A) Niektórzy z nich tchórzliwie kolaborowali z niemieckimi narodowymi socjalistami, a wstąpienie do UB było najlepszą sztuczką, aby ocalić swoje skóry poprzez służbę nowemu panu. B) Inni to u zarania polscy patrioci, którzy z różnych powodów byli przekabaceni albo przez nazistów, albo komunistów (zwykle tych drugich). Do tej kategorii zaliczamy żołnierzy AK i NSZ.

Po drugie, istnieli oportuniści, którzy służyli każdemu. A) Powód do tego mógł być osobisty. Albo ich złapano i wtedy zgodzili się aby służyć czerwonym; albo sami na ochotnika zgłosili się do komunistów i zaoferowali swoje usługi dla zysku (do tego zaliczamy próbę odnalezienia się po dobrej stronie nowych panów). B) Powód instytucjonalny działał głównie na biurokratów, ale nie tylko. Konfucjańskie podejście do rzeczywistości wymaga służenie państwu; ponieważ komuniści byli państwem, to zgłaszamy się do nich na służbę. Początkowo ratujemy co jest do ratowania, ale z upływem czasu coraz bardziej zanurzamy się w systemie i traktujemy go coraz bardziej jako swój. C) Amoralni poczuli, że praca dla czerwonych to świetna kariera, człowiek dostaje bodźce materialne; można sobie żyć godnie, odwrotnie niż reszta społeczeństwa zanurzonego w socjalistycznym gnoju.

Po trzecie, do UB załapała się kategoria mścicieli. A) Na poziomie personalnym: moja dziewczyna mnie zdradziła, no to ją wydałem razem z całą naszą grupą podziemną, bowiem to właśnie nasz dowódca spał z nią. B) Byłem w bandzie rabunkowej, która stała się oddziałem Gwardii Ludowej. Dalej rabowaliśmy. AK i NSZ rutynowo pędziło nam kota, biło nas, a nawet niektórych z koleżków pozabijało. Teraz jestem w UB i ja im pokażę! C) Powód instytucjonalny i ideologiczny: Jestem lewakiem, wierzę w postęp społeczny; przez przypadek znalazłem się w podziemiu narodowym, ale nienawidzę endeków. Jak tylko to mi się udało, uciekłem stamtąd i wstąpiłem do UB, aby bronić swoje nowo ustanowione marzenie: Polskę „ludową”.

Mentalność ulicy

Po czwarte, istniała kategoria „nowych ludzi”. Prawdopodobnie była to najszersza kategoria wśród szeregowych funkcjonariuszy UB. A) Większość z nich wywodziła się z warstw niższych. B) Nadreprezentowany był wśród nich lumpenproletariat wiejski i miejski. C) Większość z nich – jak wspomnieliśmy – nie miało wykształtowanej mentalności narodowej ale mentalność ulicy, dzielnicy, czy wioski. D) Negatywne doświadczenia okupacji niemieckiej uświadomiły im, że są oni „Polakami”. E) Po wstąpieniu do UB, mogli wyzwierzęcać się nad wszystkimi: nie tylko jeńcami niemieckimi, ale również Polakami o wyższym stopniu kultury i (uprzednio) pozycji społecznej, czyli szeroko rozumianymi przedwojennymi elitami. F) Ludzie „nowi” sami stali się „elitą” okupowanej przez Sowiety Polski komunistycznej.

I teraz można pomieszać wszystkie kategorie. Jest to dość zawiłe, a jednak całkiem proste.

Czytaj też:
Odgłosy naukowe Jedwabnego

Źródło: DoRzeczy.pl
 59
Czytaj także