Libicki: Powinniśmy przyjąć euro, żeby nie wpaść w rosyjską strefę wpływów

Libicki: Powinniśmy przyjąć euro, żeby nie wpaść w rosyjską strefę wpływów

Dodano: 89
Jan Filip Libicki (PSL)
Jan Filip Libicki (PSL) / Źródło: PAP / Paweł Supernak
Leżymy w takim miejscu w Europie, że opowiadanie o jakiejś neutralność jest bajką. Albo możemy być w UE i NATO, albo w rosyjskiej strefie wpływów – mówi DoRzeczy.pl Jan Filip Libicki, senator PSL.

Damian Cygan: Napisał pan na swoim blogu, że Polska powinna jak najszybciej przyjąć euro. Dlaczego?

Jan Filip Libicki: Na euro można patrzeć w dwóch wymiarach – ekonomicznym i geopolitycznym. W wymiarze ekonomicznym sprawa jest dyskusyjna. Jeśli chodzi o wymiar geopolityczny, to zadaję sobie pytanie, dlaczego kraje bałtyckie przyjęły euro. Moim zdaniem odpowiedź brzmi: bo uważają, że lekarstwem na zagrożenie rosyjskie jest jak największa ekonomiczna integracja z Zachodem, a elementem tej integracji jest wspólna waluta.

Euro powstrzyma Putina?

Widzimy, co się dzieje na Białorusi. Obserwujemy, jak Rosja przygotowuje się do ataku na Ukrainę. Obejrzałem opracowanie firmy Strategy&Future, której szefem jest dr Jacek Bartosiak. On stawia tezę, że próba odzyskania przez Rosję wpływów w Europie Środkowo-Wschodniej jest nieunikniona, i że Moskwa będzie dążyła do tego wszystkimi możliwymi metodami. Bartosiak powiedział również, że jeszcze rok temu uważał, że ze względu na powiązania Polski z gospodarką unijną, a dokładniej niemiecką, one uchronią nas przed wpadnięciem w rosyjską strefę wpływów. Jednak teraz zmienił zdanie, tłumacząc, że nawet te korzyści ekonomiczne zostaną poświęcone na ołtarzu interesów politycznych. Uważam pana Bartosiaka za poważną osobę i poważnego analityka. Jeśli on mówi, że w ramach rozgrywek politycznych możemy znów znaleźć się w strefie wpływów Rosji, to ja uważam, że jak najszybciej trzeba podjąć działania, które naszą integrację z gospodarką unijną zintensyfikują. Pierwszym z brzegu elementem jest wspólna waluta, choć wiem, że nawet gdybyśmy tę decyzję podjęli już, to do wprowadzenia euro w Polsce jeszcze daleka droga.

A czy nie jest tak, że jeśli UE nadal będzie dociskać Polskę, a rząd pozostanie nieugięty, to my prędzej z tej Unii wyjedziemy albo zostaniemy wypchnięci, niż przyjmiemy euro?

Wyjście bądź wypchnięcie Polski z UE byłoby dla nas sytuacją tragiczną. Po pierwsze, to by było przekreślenie referendalnej decyzji Polaków z 2003 roku, kiedy przygniatająca większość opowiedziała się za członkostwem w UE i dzisiaj nadal większość tego chce. Po drugie, leżymy w takim miejscu w Europie, że opowiadanie o jakiejś neutralność jest moim zdaniem bajką. Albo możemy być w UE i NATO, albo w rosyjskiej strefie wpływów, jak Białoruś albo Ukraina, która heroiczniestara się z tej rosyjskiej strefy wpływów wydobyć. Raz jej się to bardziej udaje, innym razem mniej. Krótko mówiąc, odpowiedzialne siły polityczne powinny robić wszystko, żeby do wyjścia Polski z UE nigdy nie doszło, bo to byłby dla nas katastrofalny scenariusz. Jednym z elementów, aby do tego nie doszło, jest przyjęcie euro.

Piotr Zgorzelski powiedział, że jeśli sprawa podsłuchów się potwierdzi, to będzie koniec rządu PiS. Pan też tak uważa?

W każdym cywilizowanym kraju to byłby koniec każdego rządu. Dalszy ciąg tej sprawy udzieli nam odpowiedzi na pytanie, czy Polska jest krajem, w którym klasa polityczna ma standardy cywilizowanych demokracji, czy nie. Gdyby się okazało, że władza podsłuchiwała adwokata swojego oponenta i jednego z najważniejszych liderów opozycji, to byłby powód do dymisji – może nie całego rządu, ale z pewnością szefa MSW i ministra sprawiedliwości. Jeżeli sprawa podsłuchów się potwierdzi, a dymisje nie nastąpią, to będzie znaczyło, że jeśli chodzi o standardy życia politycznego, jesteśmy bardziej w strefie wpływów rosyjskich niż europejskich.

Czy celem Jarosława Kaczyńskiego naprawdę jest zamknięcie TVN, tak jak przekonują niektórzy politycy opozycji?

Wystąpiłem z PiS-u 12 lat temu. Przez ten czas wiele mogło się zmienić. Jeśli założyć, że Jarosław Kaczyński jest dziś tym samym politykiem, którym był, kiedy ja odchodziłem z partii, to uważam, że w sprawie "lex TVN" znajdzie się jakieś rozwiązanie, które zadowoli stronę amerykańską. Że albo prezydent Duda zawetuje tę ustawę, albo wyśle ją do Trybunału Konstytucyjnego, a prezes Kaczyński nakaże pani Przyłębskiej napisanie takiego wyroku, żeby Amerykanie byli usatysfakcjonowani. Natomiast ludzie się zmieniają, więc być może pan prezes faktycznie postanowił zaatakować TVN, co wydaje mi się rzeczą absurdalną.

Dlaczego?

Po pierwsze, my de facto uderzamy w największą inwestycję amerykańską w Polsce, podczas gdy Stany Zjednoczone są gwarantem naszego bezpieczeństwa, a Rosja szykuje się do ataku na Ukrainę. Po drugie, bulwersuje mnie w ogóle atak na kapitał prywatny, bo to odstrasza z Polski inwestorów. Po trzecie, to jest atak na wolność słowa. Gdyby robił to ktoś inny, to jestem przekonany, że Jarosław Kaczyński mówiłby o agenturze, wpływach rosyjskich i osłabianiu polskiego bezpieczeństwa. Dlatego jeśli ta ustawa wejdzie w życie, to trzeba będzie powiedzieć, że prezes Kaczyński godzi w polskie bezpieczeństwo w sposób bezpośredni. Oskarżenia, które w analogicznej sytuacji Kaczyński stawiałby innym, nasuwają się tutaj same i to z wielką siłą.

Czytaj też:
Sroka: Obawiam się, że prezydent nie zawetuje "lex TVN"
Czytaj też:
Prof. Kik o "lex TVN": Albo skompromituje się prezydent, albo PiS

Rozmawiał: Damian Cygan
Źródło: DoRzeczy.pl
 89
Czytaj także