"Powiem brutalnie". Dr Anusz o składzie delegacji do Kijowa

"Powiem brutalnie". Dr Anusz o składzie delegacji do Kijowa

Dodano: 
Premier Mateusz Morawiecki i prezes PiS Jarosław Kaczyński w KPRM
Premier Mateusz Morawiecki i prezes PiS Jarosław Kaczyński w KPRM / Źródło: PAP / Wojciech Olkuśnik
Pomoc Ukrainie to polska racja stanu. Naprawdę jesteśmy w momencie, w którym trzeba używać dużych słów – mówi DoRzeczy.pl dr Andrzej Anusz, politolog z Instytutu Piłsudskiego.

Premier Mateusz Morawiecki i prezes PiS Jarosław Kaczyński pojechali do Kijowa. Zapytam przewrotnie: dlaczego znowu my, dlaczego Polska?

Dr Andrzej Anusz: Kwestia naszego wsparcia i pomocy dla Ukrainy w obliczu agresji ze strony Rosji to polska racja stanu. Naprawdę jesteśmy teraz w momencie, w którym trzeba używać dużych słów, bo one są adekwatne do rzeczywistości. Utrzymanie niepodległości Ukrainy to fundamentalna sprawa dla naszego bezpieczeństwa w Europie i świecie. Pomoc, jaką Polacy niosą uciekającym Ukraińcom jest bezprecedensowa i pokazuje, że społeczeństwo czuje ten historyczny moment.

Dzisiejsza wizyta w Kijowie jest dowodem na to, że w kwestii ukraińskiej to Polska przewodzi w Unii Europejskiej. Najbardziej pokazujemy naszą determinację we wspieraniu Ukrainy.

Krytycy rządu zwracają uwagę, że w składzie delegacji nie ma premiera Węgier Viktora Orbana. Równie dobrze można zadać pytanie, dlaczego do Kijowa nie pojechali przywódcy Niemiec i Francji, którzy chętnie rozmawiają z Putinem, zwłaszcza Emmanuel Macron.

Zwracam uwagę, że do bombardowanego Kijowa jadą najwyżsi przedstawiciele polskich władz – premier i wicepremier. Ale bardzo dobrze, że ta delegacja ma szerszy charakter, że są również premierzy Czech i Słowenii, i że wszyscy mają mandat Rady Europejskiej. Bo istnieje niebezpieczeństwo, że gdyby nie było tej legitymacji z UE, mogłyby pojawić się zarzuty, że to tylko Polska buduje sobie jakieś specjalne relacje z Ukrainą kosztem Unii. Bardzo się cieszę, że tego nie ma.

Natomiast jeśli chodzi o skład delegacji, powiem brutalnie: to jest kwestia pewnej odwagi i determinacji. Zarówno premier Morawiecki, jak i prezes Kaczyński wykazali się tą determinacją. W przypadku prezesa Kaczyńskiego bezpośrednio narzuca się porównanie do wizyty jego brata Lecha Kaczyńskiego w Tbilisi, też w momencie bardzo podobnym, kiedy doszło do rosyjskiej agresji na Gruzję.

Jak pan ocenia rozegranie sprawy myśliwców MiG-29? Czy odrzucenie przez Amerykanów polskiej oferty definitywnie kończy ten temat?

Tak jak już powiedziałem, Polska wykazała maksymalną determinację w deklaracji wspierania Ukrainy. Sam fakt rozważania takiej opcji, że Ukraina może ewentualnie mieć do dyspozycji MiG-i, to jest element wojny psychologicznej, który pokazuje, kto ma jaki potencjał. Polska, z przyczyn oczywistych, wzięła na siebie najbardziej twardą rolę spośród wszystkich krajów NATO. Amerykanie to wyprostowali i stonowali, natomiast moim zdaniem bardzo dobre było oświadczenie polskiego MSZ, że Polska jest gotowa przekazać swoje myśliwce, ale w momencie, kiedy będzie to decyzja całego NATO. To pokazało naszą lojalność wobec Sojuszu.

Czy sprawa MiG-ów jest ostatecznie zakończona? Uważam, że niekoniecznie. Wyobrażam sobie sytuację, że w przewidywalnej przyszłości i w momencie zawieszenia broni, kwestia przekazania Ukrainie samolotów może powrócić. Pozostają natomiast pytania natury technicznej, jakby to miało nastąpić.

Czytaj też:
Prof. Szeremietiew o MiG-ach dla Ukrainy: Zachód lubi cudzymi rękami wyciągać kasztany z ognia
Czytaj też:
Dr Bryc: Putin nie zwariował. Uważa, że Rosja na Ukrainie toczy wojnę z USA

Rozmawiał: Damian Cygan
Źródło: DoRzeczy.pl
 
Czytaj także