Od 20 lat wyborów prezydenckich w Polsce nie wygrał polityk lewicowy. Rafał Trzaskowski najwyraźniej nie do końca zdawał sobie sprawę z tego faktu i mimo że od 2020 r. szykował się do walki o prezydenturę, nie unikał tematów z ewidentnie lewicowej agendy. Walka z krzyżami, patronat nad paradami LGBT, finansowanie lewicowych organizacji i aktywistów – to tylko pierwsze z brzegu przykłady działalności Trzaskowskiego w stolicy. Jednak to, co jest akceptowane w Warszawie, niekoniecznie musi być zrozumiane w przysłowiowych Końskich. Dla przykładu: to, że ratusz współfinansował Queer Muzeum, nie przeszkodzi w reelekcji na stanowisku prezydenta stolicy, ale z pewnością nie pomoże w walce o Belweder.
Większą świadomość powagi sytuacji zdaje się wykazywać jednak sztab kandydata KO, który rozpoczął operację odklejania Trzaskowskiego nie tylko od wizerunku rządu, lecz także od wizerunku samego Trzaskowskiego z nie tak dalekiej przeszłości. „Tak” dla CPK, „tak” dla przekopu Mierzei Wiślanej, mocne „tak” dla patriotyzmu gospodarczego, obrona pamięci ofiar rzezi wołyńskiej, ale zarazem ograniczenia w dostępie do „800+” dla Ukraińców oraz sprzeciw wobec wprowadzenia euro w Polsce.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.