DoRzeczy.pl: Karol Nawrocki spotkał się w Gabinecie Owalnym z Donaldem Trumpem. Nawet Radosław Sikorski miał problem, żeby wskazać, czy coś podobnego miało miejsce wcześniej. Jak pan to ocenia?
Marcin Przydacz: Z całą pewnością był to bardzo ważny moment w relacjach polsko-amerykańskich. Dziś istnieje realna potrzeba, aby zabiegać o jak najlepszy stan tych relacji, zwłaszcza w kontekście wyzwań związanych z bezpieczeństwem. Mówimy przecież o naszym najważniejszym sojuszniku, który ma nie tylko inwestycje gospodarcze w Polsce, ale przede wszystkim ponad 10 tysięcy żołnierzy stacjonujących na naszym terytorium. W interesie państwa polskiego leży więc utrzymywanie jak najintensywniejszego dialogu ze stroną amerykańską. Widać wyraźnie, że obecna ekipa rządząca z Donaldem Tuskiem na czele nie ma relacji z Donaldem Trumpem, nie jest tam szczególnie mile widziana. Dlatego dobrze się stało, że Karol Nawrocki – jeszcze nie jako prezydent, ale jako kandydat na ten urząd – już teraz nawiązuje bezpośrednie relacje z Donaldem Trumpem. To pokazuje, że w przyszłości drzwi Białego Domu mogą być dla niego otwarte.
Czy Donald Trump w ten sposób daje sygnał, że chciałby symbolicznej kontynuacji prezydentury Andrzeja Dudy i dalszego kształtu relacji polsko-amerykańskich w duchu dotychczasowej współpracy?
O tym, kto zostanie prezydentem Polski, zdecydują wyborcy: 18 maja i 1 czerwca. Jednak faktem jest, że spośród polskich polityków spotkali się z Donaldem Trumpem tylko prezydent Andrzej Duda i Karol Nawrocki jako kandydat. Widać więc, że środowisko republikańskie w USA dostrzega potencjał współpracy z polską centroprawicą. Te rozmowy są prowadzone dobrze, a w wielu aspektach widać gotowość i chęć kontynuowania dotychczasowej polityki, zarówno w zakresie bezpieczeństwa militarnego, energetycznego, jak i w ramach inicjatywy Trójmorza. To są wszystkie te projekty, które zainicjował Andrzej Duda, a które były rozwijane za rządów Prawa i Sprawiedliwości. Myślę, że Amerykanie chcieliby je kontynuować i dają wyraźny sygnał, że z Karolem Nawrockim są gotowi to robić.
Jak pan ocenia reakcje politycznych oponentów Karola Nawrockiego na to spotkanie? Politycy Koalicji Obywatelskiej bagatelizują wizytę, a nawet obrażają prezydenta USA. Co pan na to?
Myślę, że to zwykła zazdrość. Ich lider, Donald Tusk, nie ma żadnych szans na bezpośrednie spotkanie z Donaldem Trumpem. A skoro nie ma ich Tusk, to tym bardziej nie ma ich jego zastępca – Rafał Trzaskowski. Oni chcieli pokazywać Trzaskowskiego jako tego, który ma świetne relacje z Amerykanami. Przecież to oni finansują niedługo wizytę byłego prezydenta Obamy w Polsce, który miał być wsparciem i „game changerem”. Tymczasem okazuje się, że ta cała narracja się rozsypuje. Mówiono, że Karol Nawrocki nie ma kontaktów w USA, że tylko Rafał Trzaskowski rozumie dyplomację – a tu nagle taki gest ze strony Trumpa. Nic dziwnego, że pojawia się frustracja, złość i bezsilność, które przeradzają się w dziecinne, a momentami wręcz głupawe komentarze ze strony sztabu Trzaskowskiego. Te reakcje bardziej przypominają piaskownicę niż poważną politykę.
Czytaj też:
Nawrocki: Opiekowałem się starym, schorowanym człowiekiemCzytaj też:
Ziobro do więzienia? Sroka unika jednoznacznej odpowiedzi
Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.
Zapraszamy do wypróbowania w promocji.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
