Kryzys demograficzny się pogłębi. Dlaczego młodzież nie chce mieć dzieci?

Kryzys demograficzny się pogłębi. Dlaczego młodzież nie chce mieć dzieci?

Dodano: 
Kobieta w ciąży. Zdj. ilustracyjne
Kobieta w ciąży. Zdj. ilustracyjne Źródło: Pixabay / Domena publiczna
Polska zmaga się z kryzysem demograficznym, który może się jeszcze pogłębić. Z badań wynika, że młodzież nie chce mieć dzieci. O przyczynach i tym, jak zachęcić młodych ludzi do posiadania dzieci, DoRzeczy.pl rozmawiało z doktorem Szymonem Grzelakiem, prezesem Instytutu Profilaktyki Zintegrowanej.

Polska zmaga się z kryzysem demograficznym. Według danych GUS współczynnik dzietności w 2024 roku wyniósł zaledwie 1,099. Ponadto Polska w 2024 roku miała ujemny przyrost naturalny, wynoszący -4,17. Badania nie są optymistyczne – wynika z nich, że młodzi ludzie nie chcą mieć dzieci.

Kryzys demograficzny się pogłębi?

Dr Szymon Grzelak, prezes Instytutu Profilaktyki Zintegrowanej, członek prezydenckiej Rady Rodziny i Demografii, pytany przez DoRzeczy.pl czy jego zdaniem, jako badacza zajmującego się młodzieżą, kryzys demograficzny może się jeszcze pogłębić, odpowiedział twierdząco. W badaniach, które prowadzi Instytut, już 10 lat temu marzenia młodzieży o przyszłej rodzinie i dzietności były niższe niż 2,1 dziecka na parę, czyli niż poziom dający jeżeli przyjmiemy zastępowalność pokoleń na 2, 1, czyli tyle byśmy potrzebowali, żeby się odbudowywała demografia, to jeśli chodzi o marzenia młodzieży, one były poniżej dwóch dzieci już mniej więcej 10 lat temu. Od czasów pandemii sytuacja znacznie się pogorszyła. Gdyby spełniły się marzenia obecnych nastolatków o ich przyszłych rodzinach, to uzyskalibyśmy wartość to spadło na poziom 1,4-1,5 dziecka na parę. Sytuacja wygląda bardzie niepokojąco wśród dziewcząt niż wśród chłopców. Chłopcy są nieco bardziej chętni do tego, by mieć dzieci, ale… do tanga trzeba dwojga

Marzeń nie można lekceważyć. To ważne w którą stronę kierują się aspiracje życiowe młodego pokolenia. A przecież życie zwykle weryfikuje pragnienia. I w ostatecznym rozrachunku udaje nam się mniej niż chcieliśmy. Pokolenie, którego pragnienia prokreacyjne są na poziomie 1,5 dziecka na parę rokuje, że w rzeczywistości będzie miało średnio mniej niż 1 dziecko na parę.

Chyba, że uda się to jakoś zmienić. Nad tą kwestią zastanawiamy się w naszym Instytucie, a rozwiązań, z pomocą wielu ekspertów, poszukuje także prezydencka Rada Rodziny i Demografii.

Dla przezwyciężenia kryzysu demograficznego ważna jest odpowiedź na, z wyjątkiem bardziej religijnych i mających dobre wzory małżeństwa, pytanie dlaczego rosnąca część młodzieży nie chce mieć dzieci, dlaczego spada odsetek nastolatków, dla których rodzina i dzieci to jeden z najważniejszych celów życiowych.

Rola socjalizacji wtórnej

– Z jednej strony wydaje się, że jest to powiązane z procesami kulturowymi powodującymi przedwczesne rozpoczęcie socjalizacji wtórnej o wektorze niesprzyjającym takim wartościom jak rodzina, dzieci, trwałe małżeństwo. Socjalizacja pierwotna to przekaz wartości, zasad życia, wewnątrz rodziny i w najbliższym otoczeniu. To najbardziej naturalna droga przekazu wartości, która jest usankcjonowana konstytucyjnym prawem rodziców do wychowania dzieci w zgodzie z własnymi przekonaniami. Socjalizacja wtórna jest z kolei związana z grupą rówieśniczą, różnymi wpływami zewnętrznymi, kulturowymi. Dla skuteczności rodzinnego i międzypokoleniowego przekazu wartości lepiej, gdy zewnętrzne wpływy pojawiają się z całą siłą dopiero, gdy proces socjalizacji pierwotnej jest już mocno zaawansowany. Obecnie jednak dzieje się inaczej – wyjaśnił.

Podkreślił, że „w czasach, w których nośnikiem różnych mód, ideologii i prądów kulturowych są media społecznościowe dostępne dla młodzieży już u progu okresu dojrzewania, socjalizacja wtórna oddziałuje z wielką siłą na dziecko, którego system wartości nie jest jeszcze wystarczająco ukształtowany. Proces socjalizacji pierwotnej zostaje zakłócony przez socjalizację wtórną pochodzącą ze źródła, które nie ma nic wspólnego ze środowiskiem rodzinnym czy nawet lokalnym. Źródłem tym jest ogólnoświatowy mix internetowy, z całą siłą rynku i reklamy, walką o rząd dusz, z często spotykanym ośmieszaniem wartości rodzinnych, tradycyjnych, religijnych. Ten mix internetowy wpływa na młodego człowieka zarówno przez jego własny kontakt z ekranem, jak i za pośrednictwem grup rówieśniczych. Bo nastolatkowie z klasy, sąsiedztwa czy zajęć pozalekcyjnych także wystawieni są na wpływy mediów społecznościowych i całego światowego internetowego podwórka”.. – Nastolatek nie słyszy i nie obcuje tam zwykle z treściami pokazującymi znaczenie rodziny, trwałych więzi czy poświęcenia dla dobra wspólnego. Częściej słyszy, że liczysz się ty, ważna jest jednostka, samorealizacja. A dzieci to kłopot i obciążenie uniemożliwiające realizację różnych pragnień i pasji. W tym przekazie macierzyństwo i ojcostwo nie jest ani pięknym darem, ani źródłem szczęścia, ani wartością nadającą życiu głęboki sens, a co najwyżej ograniczającą wolność rolą kulturową – tłumaczył.

Dr Szymon Grzelak wskazał że przedwczesne oddziaływanie socjalizacji wtórnej nie zagraża wszystkim nastolatkom w równym stopniu.

– Okazuje się, że część młodych ludzi ma większą niż inni odporność na przychodzące wielką falą bardzo atrakcyjne i intensywne wpływy zewnętrzne. – zaznaczył.

Dlaczego młodzież nie chce mieć dzieci?

Instytut Profilaktyki Zintegrowanej (IPZIN) od lat prowadzi szerokie badania wśród młodzieży. Już od 2001 roku zadawane jest w nich pytanie „Czy chciał/a/byś w przyszłości mieć dzieci?”, do którego dołączono drugie: „Jeśli tak, to ile?”. Badania IPZIN co roku obejmują bardzo duże grupy młodzieży (10-20 tys.) w szeroki spektrum wiekowym (11-17 lat). Analizy statystyczne pozwalają wykryć jakie czynniki powodują, że wbrew współczesnym trendom kulturowym część nastolatków wciąż marzy o rodzinie z dwójką lub więcej dzieci, a jakie czynniki wiążą się z niechęcią do zakładania w przyszłości rodziny i posiadania dzieci.

Dr Grzelak wskazał, że „niechęć do posiadania dzieci dotyczy przede wszystkim osób, które: (1) nie mają żadnego zakorzenienia związanego z wiarą, religią, (2) nie widzą wokół siebie pozytywnych wzorów trwałej miłości małżeńskiej i (3) nie wierzą w to, że w dzisiejszych czasach możliwy jest trwały związek oparty na miłości. Nastolatkowie, dla których wiara/religia jest bardzo ważna, chcieliby mieć średnio około dwojga dzieci, podczas gdy ci, dla których wiara jest zupełnie nieważna, o połowę mniej – średnio jedno dziecko. Pomimo procesów laicyzacji, znaczenie wiary jest dość duże lub bardzo duże dla około 60% nastolatków. – mówił.

Dodał, że w badaniach Instytutu Profilaktyki Zintegrowanej stosowane jest także bardziej ogólne pytanie skierowane o duchowość, które brzmi: „Jak często Twoje myśli zwracają się do Boga?”. Celowo nie ma tu dodatkowej podpowiedzi, by każdy odpowiadający mógł się odnieść do własnego rozumienia Boga. – Okazuje, że w skali ogólnopolskiej ponad 85% współczesnych nastolatków zwraca swoje myśli do Boga co najmniej kilka razy w roku, a około 2/3 kilka razy w miesiącu. – mówił.

Wyjaśnił, że „wśród młodych osób, które zaledwie kilka razy do roku kierują swoje myśli do Boga, jest więcej tych, które chcą mieć dzieci, niż wśród nastolatków, które nigdy tego nie czynią”.

– Podobną zależność obserwujemy w przypadku kondycji psychicznej. Religijność jest bardzo ważnym czynnikiem wzmacniającym kondycję psychiczną. Średnio biorąc jest ona wyraźnie lepsza u osób wierzących. Co więcej, okazuje się, że ochronne działanie wiary nie dotyczy tylko osób bardzo mocno wierzących. Nawet jeśli porównamy kondycję psychiczną u nastolatków dla których wiara jest „mało ważna” z tymi, dla których jest „zupełnie nieważna”, to wciąż widzimy wyraźny ochronny wpływ nawet tej słabej religijności. – tłumaczył.

Doktor Szymon Grzelak powiedział, że „chociaż skuteczność wpływów kulturowych osłabiających pragnienia związane z dzietnością jest niższa wśród wierzących, to jednocześnie odsetek nastolatków identyfikujących się z wiarą maleje w toku wieku dojrzewania”. – Rok po roku, w miarę dorastania odsetek młodzieży, dla której wiara jest ważna, zauważalnie się zmniejsza. Zmniejsza się także odsetek młodzieży pragnącej w przyszłości mieć dzieci. Te dwa zjawiska mogą być powiązane – mówił.

Powołując się na raport Instytutu Profilaktyki Zintegrowanej pt. „Młodzież – Profilaktyka – Rodzina…” (czerwiec 2025), zauważył, że 11-latkowie mają większe pragnienia posiadania dzieci niż 17-latkowie. – Pragnienia te z roku na rok spadają. Z okresu dzieciństwa spora część młodzieży wychodzi z marzeniami o rodzinie i dzieciach, ale w okresie dojrzewania pewna część nastolatków te marzenia gubi – dodał.

Dr Grzelak wskazał drugi bardzo ważny czynnik wpływający na pragnienia prokreacyjne młodzieży. – Przed osłabianiem się marzeń o rodzinie i dzieciach, chroni dostępność pozytywnych wzorów miłości i pozytywnych wzorów trwałego małżeństwa. Jeśli w otoczeniu nastolatka jest taki pozytywny wzór, a najlepiej jeśli jest takich wzorów kilka, to ten nastolatek będzie miał większe pragnienia związane z rodziną i dzietnością. Niestety, w naszych badaniach od niemal 25 lat obserwujemy stopniowe kurczenie się odsetka młodzieży, która ma wokół siebie pozytywny wzór małżeństwa. W roku 2002 66% nastolatków znało bliżej chociaż jeden taki przykład, a w roku 2024 było to już tylko 50%. Im mniej takich przykładów wokół młodych ludzi, tym więcej obaw przed budowaniem trwałego związku. Maleje ich wiara, że może im się udać stworzenie dobrego związku, szczęśliwej rodziny i jednocześnie maleje chęć posiadania dzieci – tłumaczył.

Jako trzeci istotny czynnik, ewidentnie powiązany z poprzednim, wymienił pozytywne wyobrażenia o miłości, pozytywną wizję miłości. – Od wielu lat używamy w badaniach zestawu dwóch pytań dotyczących przekonań i wyobrażeń młodzieży o „prawdziwej miłości”. „Czy w dzisiejszych czasach prawdziwa miłość może się zdarzyć?” Celowo w tym pytaniu abstrahujemy od tego, jak młodzi ludzie pojmują prawdziwą miłość. Chodzi o pewien wyobrażony, subiektywny ideał. Natomiast drugie pytanie dotyczy tego, jak młodzi definiują prawdziwą miłość, zwłaszcza od strony jej trwałości. Gdy połączymy odpowiedzi na te dwa pytania, dowiadujemy się na ile młody człowiek wierzy w prawdziwą miłość, ale też jak ją rozumie. Są nastolatkowie, którzy nawet wyidealizowaną, prawdziwą miłość, uważają za coś ulotnego i nietrwałego. A są tacy, którzy nie tylko wierzą w prawdziwą miłość, ale też definiują ją jako miłość, która nie tylko nigdy się nie kończy, ale wręcz z biegiem lat rośnie. Ci ostatni mają najbardziej pozytywną, optymistyczną wizję prawdziwej miłości. Z naszych obliczeń wynika, że posiadanie pozytywnej wizji miłości jeszcze silniej wiąże się z pragnieniami prokreacyjnymi niż kontakt ze modelowymi małżeństwami i niż religijność – wyjaśnił.

Podkreślił, że ważne jest wykrywanie w badaniach czynników, na które da się stosunkowo łatwo wpłynąć, z którymi coś można zrobić. – O ile nie możemy wpłynąć na to, żeby małżeństwa wokół danego młodego człowieka nagle stały się lepszym wzorem, to możliwe jest kreowanie sytuacji, w których takie dobre wzory będą bardziej widoczne, bardziej dostępne. Wyobraźmy sobie sytuację rodziców, którzy się rozstali, był rozwód, więc dziecko nie ma wzoru trwałej miłości swoich rodziców. Być może jednak jest taki wzór u dziadków, a jak nie u dziadków, to może ma u cioci i wujka. Jeśli tak, to stwarzajmy jak najwięcej okazji, żeby dziecko mogło trochę pobyć w takiej kochającej się rodzinie, przyjrzeć się panującym tam relacjom, doświadczyć ciepła, a może nawet być świadkiem, że po konflikcie może nastąpić pogodzenie. Przecież można znaleźć jakiś pretekst, by wysłać dziecko do cioci i wujka na kawałek wakacji, albo na weekend. – mówił.

Zaznaczył, że kontakt z pozytywnymi wzorami trwałej miłości może mieć miejsce także w ramach działań z zakresu profilaktyki młodzieżowej. Do realizacji programów profilaktycznych można, o ile się uda, angażować takich ludzi, którzy mają bardzo dobre doświadczenie małżeństwa. – Tak właśnie postępujemy w naszym Instytucie Profilaktyki Zintegrowanej. Wśród trenerów naszych programów, takich jak Archipelag Skarbów czy Gwiazda Mocy, jest wielu szczęśliwych małżonków będących rodzicami wielodzietnych rodzin. Daje to okazję, by w bezpośredniej pracy z młodymi ludźmi pokazać radości życia małżeńskiego i rodzinnego, ale także, by nie ukrywając nieuniknionych trudności, podzielić się doświadczeniem ich przezwyciężania. Dla niektórych nastolatków może to być jedyna możliwość spotkania ludzi, którzy dodają wiary, że da się stworzyć trwałe i szczęśliwe małżeństwo, że da się zbudować rodzinę opartą na szacunku i miłości. – wskazał.

Pozytywne przykłady małżeństw

Dr Grzelak podkreślił, że ważne jest wprowadzanie pozytywnych przykładów małżeństw i rodzin do przestrzeni publicznej. – Nasz Instytut zainicjował przyznawanie Ogólnopolskiej Nagrody „Złote Ogniwo” dla Profilaktyka Roku, czyli dla osoby realizującej z wyjątkową pasją i profesjonalizmem działania z dziedziny profilaktyki problemów dzieci i młodzieży. Powołana przez nas Kapituła przyznaje tę nagrodę od pięciu lat. Zgodnie z jej regulaminem, obok typowo profesjonalnych kryteriów, dla członków Kapituły istotne jest także to, czy dany kandydat lub kandydatka jest dobrym wzorem harmonijnego życia rodzinnego dla młodzieży. W ostatniej edycji konkursu przyznaliśmy nawet dodatkową nagrodę specjalną pod nazwą „Młodzież-Profilaktyka-Rodzina”. Została ona nadana dwom wielodzietnym małżeństwom, które wyjątkowo dobrze łączą wspólne, profesjonalne zaangażowanie w profilaktykę zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży z promowaniem małżeństwa i rodziny. – dodał.

Jak zachęcić młodych ludzi do tego, aby chcieli mieć dzieci?

Doktor Szymon Grzelak pytany o to, jak jeszcze można zachęcić młodych ludzi do tego, aby mieli dzieci, zwrócił uwagę na kwestię wspierania nastolatków w refleksji nad wyborem celów życiowych. – Zarówno w naszych badaniach, jak i w badaniach CBOS jeszcze dekadę temu cel „udane życie rodzinne, dzieci” był w pierwszej dwójce celów życiowych, jeśli chodzi o liczbę wskazań. – mówił.

Zauważył, że „w badaniach prowadzonych w okresie po epidemii COVID-19 ten cel lokuje się najczęściej na czwartym lub piątym miejscu w hierarchii celów życiowych młodzieży”. – Wyżej są różne inne cele życiowe. Bardzo ciekawe jest coś, co bliżej opisujemy w naszych ostatnich publikacjach – w obszernym raporcie „Jak wspierać młodzież w niestabilnym świecie” (2023) czy w najnowszej publikacji „Młodzież – Profilaktyka – Rodzina…” (2025). Otóż jak pokazują analizy IPZIN, cel życiowy „szczęśliwe życie rodzinne, dzieci”, jest jedynym spośród całej grupy celów życiowych, który jest konsekwentnie powiązany z różnymi wskaźnikami zdrowego stylu życia: z dobrą kondycją psychiczną, z unikaniem różnych zachowań ryzykownych, alkoholu, narkotyków, przemocy. Żaden inny cel życiowy – czy to związany z pracą, czy z karierą, z sukcesem sportowym lub artystycznym, z życiem towarzystkim, itp. – nie ma takich prozdrowotnych powiązań. Można powiedzieć, że jeśli młody człowiek ma cel życiowy, który jest długofalowy i który jest nastawiony na dobro innych – a takim celem jest budowanie rodziny – to jest to dla niego zdrowe. Jeśli zaś nastolatek ma cele życiowe bardziej krótkoterminowe lub związane tylko z osobistą samorealizacją, to pozostaje to bez związku z jego dobrostanem psychicznym – wyjaśnił.

Zdaniem rozmówcy DoRzeczy.pl, chcąc odwracać niekorzystny trend demograficzny, należy przykładać „bardzo dużą wagę do zachęcania młodzieży do pogłębionej autorefleksji dotyczącej celów życiowych”. – Myślę, że ostatnie dwa pokolenia rodziców bardzo mocno stawiały na wychowanie, w którym jest akcent na edukację i rozwój osobisty. Dziecko powinno się dobrze wykształcić, powinno chodzić do dobrych szkół, musi mieć dobre studia, uczyć się języków, mieć różne zajęcia dodatkowe. Z radością witane są studia zagraniczne, jako poszerzenie horyzontów i zwiększenie szans na dobrą karierę zawodową. W ten sposób wychowujemy ludzi skoncentrowanych na celach związanych z pracą, z sukcesem zawodowym i w pewien sposób wychowujemy przyszłych emigrantów. W naszych badaniach opisaliśmy „profil przyszłego emigranta”. Bo przecież ważny jest także drugi wymiar demografii, z którym mamy problem, czyli depopulację mniejszych miejscowości, pustoszenie całych regionów, powiązane z przenoszeniem się do dużych miast lub za granicę. To też jest rzecz, która się dokonuje w sposób niekontrolowany i właściwie bez jakiegoś świadomego przeciwdziałania – powiedział.

Wyjaśnił, że „z badań wiemy, że ci, którzy najbardziej chcą zostać w swoich małych ojczyznach, nastolatkowie, którzy pasują do „profilu lokalnego patrioty” to często osoby o niższych aspiracjach edukacyjnych, ale mające wiele pozytywnych więzi. To młodzi ludzie, którzy dobrze się czują w swojej lokalnej szkole, mają silną więź ze swoją małą ojczyzną, często są bardziej religijni i zarazem bardziej chcą mieć w przyszłości dzieci. Jednocześnie częściej są to chłopcy niż dziewczęta”. – W Polsce gminnej, powiatowej, małomiasteczkowej, mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że solą ziemi i tymi, którzy będą budować przyszłość tych miejscowości, są chłopcy i dziewczyny z powiatowej szkoły zawodowej, bo ci, którzy poszli do najlepszego liceum zapewne w większości wyjadą – dodał.

Doktor Szymon Grzelak podkreślił, że Instytut Profilaktyki Zintegrowanej alarmował w publikacjach już ponad 10 lat temu o powiązaniu między demografią a wychowaniem młodzieży i profilaktyką młodzieżową. – Alarmowaliśmy, że obserwujemy bardzo niepokojące trendy, jeśli chodzi o pragnienia prokreacyjne dzieci i młodzieży. Informowaliśmy, co trzeba robić, ale tego nie słuchano. Straciliśmy 10 lat. Na szczęście w tej chwili temat zdobył już szeroki oddźwięk społeczny, więc można zacząć budować koalicje i tworzyć strategie na rzecz zmiany sytuacji. Paradoksem jest to, że w momencie, gdy nawet przeciętny obywatel ma świadomość problemów wynikających z zapaśći demograficznej, odrealnieni politycy przeprowadzili likwidację „Wychowania do życia rodzinie” i zastąpili ją „Edukacją zdrowotną”. Ta ostatnia przemilcza temat macierzyństwa, ojcostwa, małżeństwa, otwartej na liczniejsze potomstwo rodziny – zauważył.

Instytut Profilaktyki Zintegrowanej

Prezes Instytutu Profilaktyki Zintegrowanej przypomniał, że IPZIN to fundacja, „która od bardzo wielu lat wspiera młodzież, zapobiega problemom młodzieży, pomaga w przyjęciu zdrowego stylu życia, motywuje wytyczania wartościowych celów życiowych, w tym w szczególności tych związanych z trwałym związkiem, małżeństwem, rodziną”. – Jednak obecnie znajdujemy się w krytycznej sytuacji finansowej. Za czasów poprzednich rządów mieliśmy jakieś granty i wsparcie. Wsparcie finansowe byliśmy w stanie zdobywać niezależnie od tego kto rządził. Obecnie jest inaczej. Bazujemy na wsparciu niewielkiej grupy darczyńców, mamy pewne przychody z licencji za wdrażane programy profilaktyczne. Niestety jest to absolutnie niewystarczające, by dało się utrzymać instytucję i rozwijać działania na taką miarę, by móc się realnie przyczynić do poprawy sytuacji demograficznej. A my chcemy tę sytuację demograficzną zmienić. Dzięki naszym badaniom i działaniom wśród młodzieży (a docieramy do ponad 30 000 młodych rocznie) chcemy być aktywnymi uczestnikami procesu, który doprowadzi do odwrócenia trendu, aby pokolenie dzisiejszych dzieciaków, a za chwilę nastolatków, po prostu chciało mieć dużą rodzinę. To jest potężne zadanie. Aby je zrealizować, musimy utrzymać fundację. Nie możemy na nie liczyć ze strony aktualnie rządzących, gdyż racje ideologiczne przeważają w doborze partnerów społecznych nad racjami merytorycznymi. A nawet, gdyby któreś ministerstwo przyznało nam środki, obawialibyśmy się je otrzymać. Widzimy co się dzieje. Wystarczy by ktoś zlecił wrogą kontrolę, która wyolbrzymi jakąś drobną nieścisłość, a musielibyśmy zwracać otrzymane środki, które przecież zostałyby już wcześniej wydane. I w ten sposób można doprowadzić do bankructwa fundacji, a nawet zajęcia majątku jej zarządu. Oceniamy, że obecnie ryzyko jest zbyt wysokie. Po raz pierwszy od 30 lat obawiamy się grantów publicznych. – podkreślił.

Dr Szymon Grzelak apeluje: "Osoby, które mogłyby i chciały wesprzeć naszą misję, prosimy o kontakt poprzez naszą stronę www.ipzin.org".

Czytaj też:
Kryzys dzietności w Polsce powiatowej. Realizuje się scenariusz koreański
Czytaj też:
Demograficzna katastrofa w Polsce. Dlaczego "500 plus" nie przyniosło efektu?


Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.

Zapraszamy do wypróbowania w promocji.


Źródło: DoRzeczy.pl
Czytaj także