Niedawno na łamach „Do Rzeczy” (nr 4/2026), w tekście „Wenezuela, Grenlandia i nowy system globalny”, naszkicowałem ogólne zasady postulowanej przez Donalda Trumpa transformacji porządku międzynarodowego w kierunku podziału świata na tzw. wielkie przestrzenie, z lokalnymi centrami zarządzającymi każdą z nich w postaci Stanów Zjednoczonych, Chińskiej Republiki Ludowej i Federacji Rosyjskiej. Przy okazji wskazałem, w jakim kierunku (najprawdopodobniej) iść będą zmiany prawa międzynarodowego, które opiszą kształtujący się w oparciu o te zasady nowy porządek. Zmarginalizowana zostanie zasada prawnej równości wszystkich państw na korzyść hegemonii mocarstw zarządzających własnymi wielkimi przestrzeniami. Minęły dwa tygodnie, a w tym projekcie Trumpa pojawiła się nowa inicjatywa – Rada Pokoju.
Zanim spróbuję zanalizować sens tej inicjatywy, chciałbym poczynić dwie bardzo istotne uwagi formalne do samego projektu, gdyż media wypaczają treść tej inicjatywy w celu szukania sensacji. Po pierwsze, media twierdzą, że jest to całkowicie osobista inicjatywa Donalda Trumpa.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
