Wolność słowa zagrożona
  • Łukasz WarzechaAutor:Łukasz Warzecha

Wolność słowa zagrożona

Dodano: 
Flaga UE
Flaga UE Źródło: Unsplash / Waldemar Brandt
Komisja Europejska oczekuje od platform internetowych, że będą reagować na „ryzykowne treści”, czyli takie, które są wymierzone w elity i islam, pobudzają nastroje przeciwko uchodźcom i LGBT, zawierają populistyczną retorykę, a nawet serwują przekaz antyrządowy i antyunijny.

Przez lata twórcy internetowi, właściciele popularnych profili w mediach społecznościowych, a także zwykli użytkownicy, których spotkała jakaś forma cenzury: demonetyzacja, ograniczenie widoczności profilu (tzw. shadowban), skasowanie wpisu, czasowa blokada konta albo w ogóle jego skasowanie, byli przekonani, że był to skutek poglądów właścicieli i pracowników internetowych gigantów: Facebooka, TikToka czy spółki Alphabet, czyli właściciela Google i YouTube. Nie było wszak tajemnicą, że władze tych firm i ich zespoły składały się w większości z ludzi o poglądach na lewo od centrum. W tej sytuacji kolejne zaostrzenia tzw. wytycznych dla społeczności i kolejne fale cenzury, miękkiej lub twardej, wdrażanej przez te firmy, wydawały się naturalną konsekwencją prywatnych zapatrywań osób tam pracujących albo te podmioty kontrolujących.

A co, jeśli ta hipoteza jest trafna tylko częściowo albo nawet jest całkowicie błędna?

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Czytaj także