"Orlen chce zarobić". Sasin zdradza, ile dziś powinno kosztować paliwo

"Orlen chce zarobić". Sasin zdradza, ile dziś powinno kosztować paliwo

Dodano: 
Jacek Sasin, poseł PiS
Jacek Sasin, poseł PiS Źródło: PAP / Przemysław Piątkowski
Orlen chce zarobić na kryzysie na Bliskim Wschodzie. Gwałtowny wzrost cen paliw nastąpił właściwie od razu, kiedy wybuchł kryzys. To nie jest tak, że już teraz na stacjach benzynowych jest benzyna z czasów po wybuchu wojny w Iranie po wyższych cenach. To jest paliwo, które było kupowane po 50-60 dolarów za baryłkę. Benzyna powinna kosztować w granicach 5-6 zł – mówi DoRzeczy.pl Jacek Sasin.

Ceny paliw na stacjach benzynowych znacząco poszły w górę w związku z atakiem Izraela i USA na Iran.

W kampanii przed wyborami parlamentarnymi, które odbyły się w 2023 roku, przewodniczący Platformy Obywatelskiej Donald Tusk deklarował, że paliwo będzie kosztować 5,19 zł.

W poniedziałek kandydat PiS na premiera, Przemysław Czarnek, oświadczył, że chce pomóc „państwu Tuska, które łupi obywateli”. Poinformował, że złoży projekt ustawy z podpisami posłów PiS, który czasowo obniża podatek VAT z 23 do 8 proc. i obniża akcyzę na paliwo o mniej więcej 9-10 proc.

Wysokie ceny paliw. Sasin: Rząd kompletnie nie radzi sobie z kryzysem

Jacek Sasin, poseł PiS, były szef MAP, pytany przez DoRzeczy.pl kiedy – jego zdaniem – paliwo będzie kosztować 5,19 zł za litr tak, jak to deklarował Donald Tusk w kampanii wyborczej, odpowiedział, iż obawia się, że „dopóki Tusk będzie się rządził, to nigdy”.

– Na razie ceny oleju napędowego przekroczyły już 8 zł, a benzyna zbliża się do tej granicy. Powiem szczerze, z rozrzewnieniem wspominamy czasy, kiedy słuchaliśmy nagrań z restauracji „Sowa i Przyjaciele”, gdzie ówczesny prezes Orlenu wspominał, jak to Tusk po wygranych wyborach mówił, że „teraz to może być benzyna i po 7 zł”. Dzisiaj byśmy chcieli, żeby była po 7 zł, ale niestety, obawiam się, że będzie po więcej. Tusk się rozwija w swoich działaniach odnośnie rynku paliw. Ten rząd sobie kompletnie nie radzi z tym kryzysem – powiedział.

Zdaniem Jacka Sasina rząd wykorzystują kryzys, żeby zarobić. – Chcą zarobić ze wszelką cenę, bo mają fatalną sytuację budżetową – dodał.

Były szef MAP zauważył, że „fatalną sytuację ma również Orlen”. – Oczywiście nie tak źle, jak z budżetem państwa, ale jednak sytuacja Orlenu jest znacznie gorsza niż dla naszych rządów i to nawet pomimo tego, że obcięli wszystkie największe, kluczowe inwestycje, które Orlen realizował – dodał.

Orlen chce zarobić na kryzysie na Bliskim Wschodzie?

Jacek Sasin, aby udowodnić tezę, że Orlen chce zarobić na kryzysie na Bliskim Wschodzie, wyjaśnił, że gwałtowny wzrost cen paliw nastąpił właściwie od razu w momencie, kiedy wybuchł kryzys.

– Przecież dzisiaj Orlen sprzedaje paliwo, które kupował po cenach przedwojennych. To nie jest tak, że już dziś na stacjach benzynowych jest paliwo z czasów po wybuchu wojny w Iranie po wyższych cenach. To jest paliwo, które było kupowane po 50-60 dolarów za baryłkę, bo takie były wówczas ceny i ono powinno na stacjach benzynowych kosztować nawet mniej niż było to przed kryzysem. Benzyna powinna pewnie kosztować w granicach 5-6 zł – tłumaczył.

W ocenie posła PiS „dzisiaj mamy do czynienia z typowym przykładem tzw. wojennej spekulacji, kiedy różnego rodzaju firmy, korzystając z psychozy wojennej, windują ceny, żeby maksymalizować swoje zyski”. – I to jest pierwsza strona medalu. Ale jest jeszcze druga – nawet, gdyby przyjąć, że benzyna na stacjach odzwierciedla cenę na rynkach światowych, to dalej nie ma uzasadnienia takiej ceny, jaką mamy – powiedział.

Kryzys paliwowy związany z wojną na Ukrainie za rządów PiS

Przypomniał, że kiedy rządziło Prawo i Sprawiedliwość „mieliśmy gigantyczny kryzys paliwowy związany z wojną na Ukrainie, z embargiem na ropę rosyjską, z koniecznością przestawienia kierunków dostaw i zawarcia nowych kontraktów”.

– Wtedy stanęliśmy na wysokości zadania. Benzyny w Polsce nie zabrakło dzięki temu, że Orlen już wcześniej zadbał o dywersyfikację dostaw ropy, bo zawarł tak krytykowaną przez ówczesną opozycję – Platformę Obywatelską – umowę z Saudi Aramco, co otworzyło nam strumień dostaw z Zatoki Perskiej. Byliśmy w stanie zmierzyć się z tym kryzysem. Oczywiście, ceny benzyny wówczas wzrosły i kosztowała ona powyżej 7 zł, ale w sytuacji, kiedy baryłka ropy kosztowała na rynkach światowych ponad 120 dolarów, a nawet w pewnym momencie przekraczała granicę 120 dolarów i kiedy mieliśmy horrendalnie drogiego dolara, który kosztował ponad 4,30 zł – przypomniał.

Sasin: Dzisiaj nie ma uzasadnienia tak wysokich cen

Jacek Sasin zauważył, że „dzisiaj mamy sytuację taką, że takiego poziomu cen ropa jeszcze nie osiąga, mimo ostrości obecnego kryzysu”.

– Obecnie cena za baryłkę ropy waha się między 90 a 100 dolarów, czyli daleko jeszcze do 122 dolarów, które były rekordem wtedy, kiedy rządziliśmy. Dodatkowo dzisiaj dolar kosztuje około 3,70 zł. Więc sytuacja jest kompletnie inna. Dalej nie ma więc uzasadnienia tak wysokich cen na stacjach benzynowych – powiedział.

Przypomniał, że wówczas Donald Tusk obwiniał za tak wysokie ceny paliw PiS, nie zwracając uwagi na kryzys międzynarodowy, dużo większy niż ten, z którym mamy do czynienia dzisiaj.

– Życie brutalnie weryfikuje zapowiedzi Donalda Tuska o paliwie po 5,19 zł, które miało być jedną decyzją premiera, kiedy on nim będzie. Obecnie słyszymy, że on nie ma wpływu na ceny benzyny, że to wina Trumpa, a nawet wina PiS, bo PiS jest w sojuszu z Trumpem, w związku z czym – w jego logice – to chyba PiS wywołał wojnę na Bliskim Wschodzie i odpowiadamy za ceny paliw w Polsce. To jest kompletny absurd, ani PiS za to nie odpowiada, ani Trump za to nie odpowiada. Za to odpowiada polski rząd, bo to rząd ma w rękach narzędzia do tego, żeby cenę paliw obniżać – wyjaśnił.

Zdaniem Jacka Sasina rząd „powinien powściągnąć apetyty Orlenu na zarabianie i żerowanie na kieszeniach Polaków, korzystając z tego, że jest wojna”.

Projekt ustawy PiS dotyczący obniżki cen paliw

– Z drugiej strony rząd powinien wykorzystać narzędzia, które my stworzyliśmy, czyli projekt ustawy o obniżeniu podatków, które funkcjonują przy obrocie paliwami. Przede wszystkim obniżenie VAT-u z 23 proc. do 8 proc. i obniżenie akcyzy do 9-10 proc. oraz obniżenie podatku od sprzedaży detalicznej. To są realne narzędzia, które ma w ręku rząd. Tylko zastosowanie tych narzędzi spowoduje, że benzyna za litr od razu spadnie o złotówkę. To jest naprawdę dużo, biorąc np. pod uwagę rolników – tłumaczył.

Przypomniał, że takie mechanizmy stosował rząd PiS. – My pokazywaliśmy, że można. Oni dzisiaj umywają ręce – dodał.

Przypomniał, że projekt ustawy obniżający ceny paliwa, zaprezentowany w poniedziałek przez Przemysława Czarnka, trafił ekspresowo do marszałka Sejmu.

– Włodzimierz Czarzasty, że podda go teraz miesięcznym konsultacjom. To są konsultacje obliczone na przeczekanie i na to, że uda się uniknąć robienia czegokolwiek. To jest wprost powiedzenie Polakom: „my sobie będziemy dyskutować, a wy płaćcie, bo my nie zamierzamy wam pomóc”.

Czytaj też:
"Świat musi się przygotować". Iran straszy ropą po 200 dolarów za baryłkę
Czytaj też:
O tyle mogłoby stanieć paliwo. "Gdyby Tusk obniżył VAT i akcyzę"

Opracowała: Lidia Lemaniak
Źródło: DoRzeczy.pl
Czytaj także