We wtorek w Pałacu Prezydenckim premier, minister obrony narodowej i minister finansów rozmawiali z prezydentem i prezesem NBP na temat "polskiego SAFE 0 procent" – będącego alternatywą dla objętego mechanizmem warunkowości kredytu z Unii Europejskiej w ramach programu SAFE.
Jednocześnie do Sejmu trafił już projekt ustawy "SAFE 0 procent". Zakłada on pozyskanie środków z zysku NBP bez naruszania rezerw banku centralnego. Donald Tusk chce z kolei zaciągnąć unijny kredyt w wysokości 44 miliardów euro (ok. 185 miliardów zł plus odsetki – ok. 180 miliardów). Kredyt ma być spłacany w euro przez maksymalnie 45 lat.
Miller: Chodzi o coś znacznie większego
Głos w dyskusji zabrał były premier. Leszek Miller zwraca uwagę na poważne wątpliwości prawne. "W sporze o program SAFE padło zdanie, które w Polsce zawsze budzi czujność. Komisja Europejska oświadczyła, że nie będzie ingerować w wewnętrzne spory ustrojowe państw członkowskich. Jeśli rząd podpisze umowę – środki mogą zostać wypłacone. Brzmi to technicznie. Ale w istocie chodzi o bardzo proste pytanie: czy polski rząd może skorzystać z SAFE bez podpisu prezydenta?" – zauważa.
"W polskim porządku prawnym obowiązuje Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej. A konstytucja wprowadza jasną zasadę: państwo nie może zaciągać wielkich zobowiązań finansowych wyłącznie decyzją rządu. W takich sprawach potrzebna jest ustawa uchwalona przez parlament i podpisana przez prezydenta. Dlatego część prawników uważa sprawę za oczywistą. Jeżeli SAFE oznacza dla Polski zobowiązanie finansowe wobec Unii, to bez podpisu prezydenta nie powinno być możliwe pełne uruchomienie programu" – podkreśla były europoseł.
Miller podkreśla, że "rząd ma inną interpretację". "Twierdzi, że SAFE jest przede wszystkim instrumentem unijnym, a nie klasyczną umową międzynarodową. W takim ujęciu wystarczyłaby decyzja rządu i podpisanie umowy finansowej z Komisją Europejską. I tu właśnie pojawia się problem. Komisja Europejska nie zamierza rozstrzygać polskiego sporu konstytucyjnego. Jeśli rząd podpisze umowę, Bruksela może uznać sprawę za zamkniętą i uruchomić środki" – pisze.
"Wtedy powstaje sytuacja paradoksalna: w Brukseli wszystko jest w porządku, a w Polsce trwa spór, czy państwo w ogóle mogło zaciągnąć takie zobowiązanie. Dlatego spór o SAFE nie jest tylko konfliktem o pieniądze. To spór o bardzo konkretną rzecz: czy rząd może ominąć mechanizm państwowy, w którym o tak dużych zobowiązaniach musi decydować także parlament i prezydent. Krótko mówiąc: według jednej interpretacji bez podpisu prezydenta SAFE nie powinien działać, według drugiej rząd może skorzystać z programu samodzielnie. Ten spór nie jest więc akademicki. Jeśli przyjmie się drugą interpretację, oznacza to, że rząd może zaciągać wielomiliardowe zobowiązania wobec instytucji europejskich bez pełnej procedury konstytucyjnej. A to byłaby zmiana znacznie poważniejsza niż sam program SAFE" – podsumował były premier.
Czytaj też:
PiS: Dlatego odrzucili naszą poprawkę o 89 procentachCzytaj też:
Kredyt to nie umowa? Zdumiewające słowa Sobkowiak-Czarneckiej o SAFE
