Krewny senatora KO poza kolejką? Wiceszef partii zabrał głos

Krewny senatora KO poza kolejką? Wiceszef partii zabrał głos

Dodano: 
Logo Koalicji Obywatelskiej
Logo Koalicji Obywatelskiej Źródło: PAP / Albert Zawada
– Sprawa musi zostać wyjaśniona – przyznaje wiceszef Koalicji Obywatelskiej Borys Budka pytany o aferę w jednym z publicznych szpitali.

– Jeżeli naruszono przepisy czy procedury, to trzeba wyciągnąć konsekwencje. Nie znam szczegółów, oprócz pobieżnej lektury artykułu. Natomiast jeśli pan dyrektor po tej kontroli uzna, że trzeba zawiadomić organy ścigania, to powinien to zrobić – podkrśla Borys Budka w rozmowie z Wirtualną Polską.

Wiceszef KO zapewnia, że również przełożeni senatora w partii przyjrzą się sprawie. – Mamy odpowiednie organy typu rzecznik dyscypliny i z pewnością ta sprawa będzie również podlegała wewnętrznym wyjaśnieniom – stwierdził.

Budka dodaje, że w obecnej chwili nie chce jeszcze ferować wyroków. – Myślę, że takich przypadków, jeśli chodzi o możliwość czy próbę zrobienia jakiegoś zabiegu w sytuacji ratującej życie, może być sporo w ogóle w skali Polski – przyznał.

Europoseł podkreślił, że jeżeli doszło do naruszenia zasad etycznych, to z konsekwencje wobec senatora z pewnością zostaną wyciągnięte.

Afera z senatorem KO. Lenz groził dziennikarzom sądem

Według informacji Wirtualnej Polski, pacjent miał zostać przyjęty poza oficjalną kolejką oraz bez pełnej rejestracji w systemie, co – zdaniem portalu – może wskazywać na funkcjonowanie nieformalnych praktyk umożliwiających uprzywilejowany dostęp do świadczeń w publicznej ochronie zdrowia.

Dziennikarze ustalili, że sytuacja miała miejsce 15 marca w szpitalu powiatowym w Aleksandrowie Kujawskim. "Ordynator chirurgii i anestezjolog powinni pełnić dyżur na oddziałach. Zamiast tego zajmowali się osobą z rodziny senatora" – czytamy.

Chodzi o Tomasza Lenza z Koalicji Obywatelskiej. Polityk nie odniósł się do zarzutów. Zamiast tego zakazał redakcji zbierania informacji na ten temat, grożąc krokami prawnymi.

"Podobnie odpowiada konsul honorowy Tunezji Lotfi Mansour. To lekarz, znajomy senatora, który był w szpitalu w trakcie zabiegu, choć nie jest pracownikiem placówki" – podkreślono w tekście.

Dyrektor placówki Mariusz Trojanowski przyznał w rozmowie z WP, że ujawnionego zabiegu nie może rozliczyć w ramach NFZ i zastanawia się, kto za to zapłaci. W szpitalu wszczęto postępowanie wyjaśniające.

Czytaj też:
Chorzy na raka zmuszeni do płacenia na fundację. Szokujące wyniki kontroli NFZ
Czytaj też:
Dramat pacjentów chorych na SM. Szpital wycofuje się z leczenia

Czytaj też:
Wybory w Koalicji Obywatelskiej. Były nieprawidłowości, ale wyniki uznano

Źródło: Wirtualna Polska
Czytaj także