W środę amerykańskie media podały, że armia USA zdecydowała się odwołać wysłanie do Polski ponad 4 tys. żołnierzy w ramach rotacji. Doniesienia te szef MON zdementował już wczoraj za pośrednictwem mediów społecznościowych. W środę minister Kosiniak-Kamysz ponownie zapewnił, że w Polsce nie dojdzie do redukcji liczby amerykańskich żołnierzy.
Morawiecki: Słowa Tuska symbolem złej polityki
Tymczasem były premier Mateusz Morawiecki odniósł się do kwestii obecności Amerykanów w naszym kraju i słów premiera Donalda Tuska o "podbieraniu" żołnierzy USA Niemcom. Wiceprezes PiS podkreślił, że obecny moment jest "wyjątkowy i historyczny" dla naszego bezpieczeństwa.
– Można się cofnąć o 400 lat, pewnie kiedy byliśmy tak bezpieczni jak teraz możemy być, ale jest tego jeden warunek. Ten warunek nazywa się stała obecność wojsk sojuszniczych, wojsk amerykańskich, NATO-owskich na terytorium RP. Nie można wypychać naszych sojuszników. Często podkreślam, jak ważna jest ta triada bezpieczeństwa, ten trójnóg bezpieczeństwa – powiedział podczas konferencji w Sejmie.
Morawiecki podkreślił, że polski rząd powinien dążyć do stałej, a nie tylko rotacyjnej obecności wojsk USA na naszym terytorium. Chodzi o zlokalizowanie w Polsce, nie tylko bazy wojskowej, ale także dowództwa dywizji, odpowiedniej infrastruktury, sprzętu czy magazynów amunicji. Władze wydają się jednak być tym niezainteresowane.
– Tymczasem obecny premier, mój następca, mówi coś o podbieraniu żołnierzy, o solidarności europejskiej, aby ona nie była naruszona. Te słowa o podbieraniu będą symbolem bardzo złej polityki, przejdą do historii i zapiszą się czarnymi głoskami jako słowa albo politycznego nieudacznika albo kogoś, kto ma złą wolę albo jeszcze coś gorszego. O jakim podbieraniu mówi pan Tusk? O czym on mówi? – zapytał Morawiecki.
Czytaj też:
Morawiecki uderzył w Sasina. Na odpowiedź nie musiał długo czekaćCzytaj też:
Morawiecki otwarcie krytykuje pomysł PiS. "Ja nie złożyłem podpisu"
