Afera w Szpitalu Południowym. Lekarka ujawnia, co działo się za kulisami: Czuję się jak szmata

Afera w Szpitalu Południowym. Lekarka ujawnia, co działo się za kulisami: Czuję się jak szmata

Dodano: 
Warszawski Szpital Południowy
Warszawski Szpital Południowy Źródło: PAP / Albert Zawada
W Szpitalu Południowym w Warszawie narasta napięcie po ujawnieniu szczegółów dotyczących pracy i wynagrodzenia Dawida Kacprzyka.

Głos w sprawie zabrała jedna z lekarek szpitala. W rozmowie z "Faktem" nie kryła emocji. – Ilość bagna i smrodu, które wylały się na całą Polskę, nas, lekarzy ze Szpitala Południowego, po prostu oburza i obraża. Czujemy się, jakby ktoś nas opluł. Ja czuję się opluta, jak szmata wytarzana w rynsztoku. Ten szpital jest całym moim życiem – powiedziała.

Spór o pieniądze

Według ujawnionych informacji Dawid Kacprzyk, mając niespełna 30 lat i będąc na początku specjalizacji, miał zarabiać nawet 1,6 mln zł rocznie jako koordynator SOR-u. Po wybuchu afery skorygował 33 faktury i oddał szpitalowi 500 tys. zł. To jednak nie same kwoty wywołały największe poruszenie wśród personelu.

Lekarka zwraca uwagę na duże dysproporcje w wynagrodzeniach. Jak mówi, nowo zatrudniani lekarze mieli dostawać 20–25 tys. zł miesięcznie, podczas gdy pracownicy z wieloletnim stażem często słyszeli, że na podwyżki nie ma pieniędzy. To – jak podkreśla – budowało frustrację od dawna, a sprawa Kacprzyka tylko ją spotęgowała.

"Nie rozumiem, jaka była jego rola"

Wątpliwości budzi również sam zakres obowiązków młodego lekarza. Oficjalnie pełnił funkcję koordynatora SOR-u, ale – jak relacjonuje rozmówczyni "Faktu" – wielu medyków nie rozumiało, na czym dokładnie polegała jego rola. – Leczenie ludzi to jest skomplikowana sprawa. To nie jest tylko kontrola parametrów – mówi lekarka. Według ustaleń portalu Zero.pl, Kacprzyk miał pojawiać się w mediach i angażować politycznie także w czasie dyżurów. Z relacji pracowników wynika, że zdarzało się, iż opuszczał szpital, a jego nieobecność nie budziła reakcji przełożonych.

Lekarka twierdzi również, że po ujawnieniu sprawy wśród personelu pojawiły się naciski, by nie komentować afery publicznie. Jak relacjonuje, 18 czerwca pielęgniarki miały otrzymać SMS-y z prośbą o niewypowiadanie się w mediach. Z podobnym przekazem miała kontaktować się także przewodnicząca związków zawodowych. Te informacje nie zostały oficjalnie potwierdzone przez szpital.

Polityczne konsekwencje

Donald Tusk zapowiedział, że będzie oczekiwał szybkiego wyjaśnienia wszystkich okoliczności. – Ta sprawa musi być wyjaśniona do samego końca – podkreślił premier. Z kolei Rafał Trzaskowski tłumaczył, że formalne zgłoszenia o nieprawidłowościach nigdy do niego nie trafiły, choć – jak ujawniły media – były ordynator chirurgii alarmował go o sytuacji już latem 2025 roku.

Czytaj też:
Stanowski do Trzaskowskiego: Dopóki się nie zwolnisz, sprawa jest nierozliczona
Czytaj też:
Tusk: Wygląda na to, że sprawa ma źródło w konflikcie lekarzy
Czytaj też:
Jawne zarobki lekarzy? Błyskawiczna decyzja Sejmu po aferze z lekarzem-milionerem

Źródło: Fakt / DoRzeczy.pl
Czytaj także