Niedawno media informowały o przypadkach nieprawidłowości w BRPD. Około 20 obecnych i byłych pracowników biura zarzucało kierownictwu instytucji mobbing, nadmierną kontrolę, przeciążenie obowiązkami oraz tworzenie atmosfery ciągłego stresu.
Były pracownik BRPD Łukasz Korzeniowski pozwał Skarb Państwa, twierdząc, że warunki pracy doprowadziły u niego do problemów zdrowotnych, w tym depresji, a część pracowników mówi także o przypadkach inwigilacji i pracy bez wynagrodzenia za nadgodziny. Rzecznik Praw Dziecka Monika Horna-Cieślak odrzucała wszystkie zarzuty, podkreślając, że wprowadzała jedynie nowe standardy komunikacji, a wobec Korzeniowskiego prowadzona jest wewnętrzna procedura antymobbingowa.
PIP potwierdza zarzuty
W piątek TVN24 przytoczyło fragment oficjalnej odpowiedzi PIP z 24 czerwca 2026 r., w której wskazano, że "potwierdziły się zarzuty odnośnie nieprawidłowości z zakresu czasu pracy". Inspekcja przekazała RPD konkretne zalecenia dotyczące ewidencji czasu pracy oraz zadbanie o to, aby pracownicy nie wykonywali dwukrotnie pracy w tej samej dobie pracowniczej.
Co ciekawe, 11 czerwca BRPD wydało komunikat, w którym stwierdzono, że "w przekazanym protokole Państwowej Inspekcji Pracy nie istnieją żadne zalecenia".
Mobbing w biurze RPD
Według relacji pracowników, praca w dni wolne i święta miała być codziennością członków BRPD. Sam Korzeniowski pokazał m.in. 63 maile, które mają świadczyć o tym, że takie sytuacje miały miejsce.
Szczególnie niepokojąco brzmią relacje o podsłuchiwaniu rozmów. Pracownicy wskazywali na sytuacje, w których współpracownica Hornej-Cieślak stawała pod drzwiami i zdawała się przysłuchiwać dyskusji. W biurze panowała także atmosfera ciągłego stresu
Czytaj też:
Kolejny blamaż Horny-Cieślak. Starosta odwołał festyn po aferze z "lodami za pasek"Czytaj też:
Fala komentarzy ws. skandalu z RPD. "Nikt już jej nie zaufa", "Akcja z lodami to przy tym pryszcz"
