W rozmowie z "Rzeczpospolitą" ujawnił, jak wyglądały pierwsze minuty po nagłym pogorszeniu stanu zdrowia ówczesnego kandydata na prezydenta.
"Utrata motoryki, konwulsje i nagłe wymioty"
Radziwon relacjonuje, że kilka chwil po zakończeniu spotkania wyborczego otrzymał informację od członka ochrony znajdującego się w autobusie. – Po kilkudziesięciu sekundach od momentu, gdy ruszył bus z kandydatem, dostałem sygnał od członka ochrony będącego w pojeździe, że coś się dzieje z Karolem Nawrockim. Gdy dotarłem do pojazdu, ten już stał. Wbiegliśmy do niego – powiedział.
Jak zaznaczył, z relacji osób znajdujących się przy Nawrockim wynikało, że doszło do „utraty motoryki, konwulsji i nagłych wymiotów”. – Sytuacja była dynamiczna, jeżeli chodzi o reakcję organizmu kandydata. Na tyle poważna, żeby ją w jakikolwiek sposób zbagatelizować – stwierdził. Dodał jednak, że kiedy wszedł do autobusu, Nawrocki był już przytomny. – Kandydat już siedział, był w pełni przytomny i świadomy.
"Nalegałem, żeby pojechać do szpitala"
Były szef ochrony powiedział, że od razu rekomendował przewiezienie Nawrockiego do szpitala. – Kilkukrotnie nalegaliśmy, żeby pojechać do szpitala na płukanie żołądka, ale Karol Nawrocki kategorycznie odmówił. Jak podkreślił, znał lokalizację najbliższego szpitalnego oddziału ratunkowego. – W Ząbkowicach Śląskich dokładnie wiedziałem, gdzie jest SOR, miałem telefony. Każdy punkt, każdego dnia był przeze mnie przygotowany.
Radziwon zaznaczył, że decyzja należała do samego kandydata. Dodał, że gdyby Nawrocki był nieprzytomny, zostałby natychmiast przewieziony do szpitala. Radziwon wyjaśnił także, że nie powiadomiono policji ani innych służb, ponieważ taka była decyzja samego Nawrockiego. Jak przyznał, nie sporządzono także żadnej notatki, jak również nie zabezpieczono również żadnych próbek. Pytany, czy dziś uważa, że mogło dojść do otrucia, Radziwon stwierdził, że nie wierzy w naturalne przyczyny tak gwałtownego pogorszenia stanu zdrowia.
Sprawa wróciła po publikacji książki
O zdarzeniu po raz pierwszy publicznie opowiedział Karol Nawrocki w książce "Skąd się wziął Karol Nawrocki", wydanej pod koniec czerwca. Prezydent relacjonował, że po spotkaniu wyborczym nagle stracił przytomność, a jego współpracownicy mówili o drgawkach i gwałtownych wymiotach. Wspominał również, że ochrona od początku kampanii ostrzegała go m.in. przed całowaniem kobiet w rękę, ponieważ w ten sposób mogłoby dojść do podania niebezpiecznej substancji. Po publikacji książki prof. Andrzej Nowak stwierdził, że "próbowano otruć Karola Nawrockiego. Po prostu otruć, wyeliminować z tej kampanii".
29 czerwca Prokuratura Okręgowa w Świdnicy poinformowała o wszczęciu postępowania sprawdzającego w sprawie gwałtownego pogorszenia stanu zdrowia Karola Nawrockiego podczas kampanii wyborczej. Prokuratura bada, czy mogło dojść do podania substancji zagrażających życiu lub zdrowiu.
Czytaj też:
Nazwał prezydenta "alfonsem" i "ćpunem". Były pułkownik z zarzutami Czytaj też:
Próba otrucia Nawrockiego? Do akcji wkracza prokuratura
