Ryszard Gromadzki: Patrząc na żenujący spektakl, który rozgrywa się w Prawie i Sprawiedliwości w związku z frondą grupy posłów skupionych wokół Mateusza Morawieckiego, ma pan poczucie gorzkiej satysfakcji? Kiedy rozmawialiśmy prawie rok temu, przewidywał pan scenariusz, który właśnie się realizuje w PiS.
Janusz Kowalski: Przestrzegałem, że brak refleksji po utracie władzy przez PiS po wyborach w 2023 r., etatyzm wielu posłów, zanik aktywności Prawa i Sprawiedliwości na poziomie lokalnym, do tego bezsensowne ataki na Konfederację Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka doprowadzą do ostrego kryzysu. Dzisiaj z dużą dozą prawdopodobieństwa mogę nakreślić to, co może dziać się w najbliższych miesiącach, bo dynamika zmian na prawicy jest gigantyczna. Dla prawicowego wyborcy sprawą absolutnie priorytetową jest wiarygodność. Ten wyborca chce, żeby Polską rządzili politycy, którzy potrafią nie tylko celnie zdiagnozować sytuację, lecz także wdrożyć właściwe działania. Tymczasem PiS wciąż nie zamknął debaty nad błędami popełnionymi w latach 2019–2023.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
