Kochani, jak pewnie wiecie, jesteśmy z Krakowa, a nie Warszawy, stąd też u nas wszystko jest nieco mniejsze i tańsze.
I ze zdziwieniem przyjęliśmy niedawno informację, iż osoby w Warszawie potrafią wydać kilkadziesiąt złotych na jagodziankę albo poziomczankę i stoją po nie w długich kolejkach. Wygląda więc na to, iż w Warszawie ludziom bardzo się powodzi, ale of kors nie mamy intencji krytykować tego. Dobrze, że przynajmniej w stolicy nie ma tego polskiego biedackiego mindsetu, który sprawia, iż większą popularnością cieszą się suche bułki z Biedry niż porządna kraftowa jagodzianka.
Z zawstydzeniem musimy dodać, iż w Krakowie nie odnotowaliśmy tak porządnych cen albo po prostu nasz kolektyw nie jest odpowiednio up-to-date z trendsettującymi miejscówkami na słodkie przysmaki.
Felieton został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy .
© ℗
Materiał chroniony prawem autorskim.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
