Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz została przesłuchana w prokuraturze regionalnej w charakterze świadka. Jak poinformowała we wtorek za pośrednictwem mediów społecznościowych, przesłuchanie trwało 3,5 godziny i dotyczyło zwrotu 770 zł VAT z okresu, gdy była ambasadorem Polski w Federacji Rosyjskiej. Według minister, wszystkie pytania dotyczyły jej oraz jej rodziny.
Pełczyńska-Nałęcz była ambasadorem Polski w Federacji Rosyjskiej w latach 2014–2016. Sprawa opisana przez minister dotyczy zatem wydarzeń sprzed ponad dekady. Szczegóły, które podała mogą być bardzo zastanawiające.
Dziwne przesłuchanie świadek Pełczyńskiej-Nałęcz
Na politycznym X pojawiają się pierwsze komentarze. Politycy opozycji wprost wskazują, że jest to prawdopodobnie polityczne zlecenie premiera Tuska i ministra Żurka na niewygodną minister. Relacje Pełczyńskiej-Nałęcz z KO pogorszyły się dodatkowo po rozłamie w Polsce 2050. Ekipie Tuska zdecydowanie bliższa jest frakcja minister klimatu Pauliny Hennig-Kloski, która wraz ze swoimi stronnikami utworzyła klub Centrum.
"Standardy bantustanu"
Głos zabrał także Mikołaj Pisarski z Instytutu Misesa. "Pani Pełczyńska nie jest politykiem z mojej bajki – to chyba jasne. Ale takie metody, ciąganie ludzi po sądach i prokuraturach o pierdoły, celem potencjalnego wywarcia presji czy zastraszenia (bo nie wierzę, że akurat «przypadkiem» po dekadzie teraz się komuś 700 złotych przypomniało…) to są standardy bantustanu, a nie cywilizowanego państwa" – napisał Pisarski na platformie X.
Czytaj też:
10 lat więzienia dla byłej prezes TK? Sprawa trafiła do prokuratury Czytaj też:
"Wydawał się nie do ruszenia". Zaskakujące słowa Żurka na Campus Polska
