- Obawialiśmy się wybuchu epidemii koronawirusa w obozach dla uchodźców i przygotowywaliśmy się na to, ale na szczęście do tego nie doszło - wyjaśnia rzeczniczka UNHCR Aikaterini Kitidi.
- Jednak ze względu na nowe warianty wirusa, w tym Omikron, które są znacznie bardziej zakaźne, UNHCR liczy się ze wzrostem zakażeń w ośrodkach dla azylantów - dodała Kitidi.
UNHCR ocenia, że około 80 mln ludzi na całym świecie zostało zmuszonych do opuszczenia domów przez konflikty lub prześladowania, a większość z nich żyje w krajach o niskich dochodach, gdzie opieka medyczna jest na bardzo niskim poziomie. Miliony uchodźców zamieszkują obozy, w których dostęp do wody i urządzeń sanitarnych jest ograniczony, a zalecenia dotyczące dystansu społecznego - niewykonalne - pisze Voice of America.
Mimo to stosunkowo niewiele infekcji koronawirusem wykryto w tych ośrodkach; np. w obozie w Demokratycznej Republice Konga (DRK) potwierdzono zakażenia tylko u 55 uchodźców.
Eksperci zdziwieni
Paul Spiegel, epidemiolog z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa, który prowadzi badania dla UNHCR, uważa, że możliwe jest, iż w obozach nie przeprowadza się wystarczającej liczby testów i badań i dane na temat zakażeń mogą być bardzo zaniżone.
Spiegel przeprowadził między innymi badania w dwóch obozach w Jordanii dla uchodźców z Syrii; pierwszy z nich liczył 80 tys. mieszkańców, a drugi - 38 tys. Mimo tłoku wstępne dane wskazują na to, że odsetek zakażeń w tych ośrodkach był niższy niż w ich okolicy.
Jedną z hipotez jest efekt izolacji obozów, które mają niewielki kontakt ze światem zewnętrznym, a od początku pandemii został on dodatkowo ograniczony - wyjaśnia Spiegel.
Prowadzi on obecnie kolejne badania tego typu w społecznościach uchodźców w Bangladeszu, Republice Środkowoafrykańskiej, DRK i Ugandzie. Wyniki analiz Spiegla zostaną opublikowane w przyszłym roku.
Czytaj też:
Morawiecki: Trzeba przerwać ten obłędny łańcuch zakażeń
Czytaj też:
Koronawirus. Izrael rozważa przejście na "model szwedzki"
