Ustawa o „moralizacji życia publicznego”, która zakazuje deputowanym zatrudniania członków rodzin i wymaga, by przedstawiali rachunki, rozliczając się z wydatków, przez deputowanych opozycji uznana została za „niepełną” lub wręcz „nieistotną”. Komentatorzy zwrócili uwagę, że grupa LREM, „głosująca jak maszynka”, nie dopuściła nawet do bardzo rozsądnych poprawek.
Niepokój wzbudził jednak artykuł 1 ustawy, który pozbawia na 10 lat możliwości kandydowania osoby skazane za obrazę o charakterze rasowym, antysemickim, homofobicznym itp. Skazani za inne przestępstwa, o ile nie zostaną pozbawieni praw obywatelskich, wciąż będą mogli być deputowanymi.
Opozycja zarzuca partii prezydenckiej, że przez nią „oprócz ustawy o przywróceniu zasad moralnych życiu publicznemu i zapowiedzi planu ratowania klimatu nawet nie rozpoczęto żadnej ważnej reformy”. Odcina się jednak od oskarżeń LREM o sabotowanie posiedzeń, choć na jednym z nich przemówienie deputowanej LREM zakłócane było meczeniem kozy. Przewodniczący Zgromadzenia przyznał potem z żalem, że mimo śledztwa nie udało się zdemaskować winnego.
Czytaj też:
Francja: Nie będzie oficjalnego statusu pierwszej damy
