Niemieckie koleje w całym kraju stanęły. Czy to przypadek? Gorące lato? Rosyjscy agenci, których w Niemczech nie brak? Eksperci są innego zdania. W fachowych czasopismach wyrażają oni opinię, że to wina systematycznego zaniedbywania zarówno kolei, taboru, jak i sieci przez dziesiątki lat, planowanego niedofinansowania i likwidacji wielu do niedawna sprawnych połączeń. Hasło: „Zostaw samochód w garażu, podróżuj koleją” okazało się lewacką propagandą klimatycznych bojówek. Dotyczy to w równej mierze kolei regionalnych na zachodzie i na wschodzie Niemiec. W piątek 26 czerwca, dwa dni po ogólnoniemieckiej komunikacyjnej katastrofie, wieczorny pociąg regionalny z Berlina do Chociebuża – a to w zasadzie krótka trasa – spóźnił się o… 82 minuty. Normalnie pociąg pokonuje całą trasę w niecałą godzinę. Na domiar złego w niektórych wagonach wysiadła klimatyzacja. A na termometrze 38 st. C w cieniu. W automacie – Niemcy to nowoczesny kraj myślicieli i techniki – na dworcu w Berlinie-Spandau można było kupić batonik, ale nie butelkę wody.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
