• Jacek PrzybylskiAutor:Jacek Przybylski

Chińska rewolucja

Dodano: 
Na pierwszym planie auto koncepcyjne MG EXE 181
Na pierwszym planie auto koncepcyjne MG EXE 181 Źródło: DoRzeczy / JAP
Chińscy producenci aut nie konkurują już tylko ceną czy bogatym wyposażeniem standardowym. Tęgie lanie zachodnim koncernom motoryzacyjnym spuszczają też innowacyjnymi technologiami. I chociaż sprzedaż samochodów na Starym Kontynencie ciągle rośnie, to europejscy producenci z roku na rok oddają Chińczykom swoje udziały w rynku. Czy europejskie marki podzielą losy Nokii?

Centrum Londynu. Niedaleko słynny Hyde Park oraz Ogród Różany Królowej Marii w Regent’s Park. To tu, w brytyjskiej siedzibie MG, przy dźwiękach tradycyjnych chińskich melodii tańczące roboty witają dziennikarzy z całej Europy. Chińczycy, którzy są obecnie właścicielami brytyjskiej marki, lubią podkreślać, że tymi samochodami poruszał się m.in. za swych książęcych czasów obecny król Karol. Wiedzą jednak, że sentyment do brytyjskiej marki oraz atrakcyjna cena to za mało na bardzo konkurencyjnym europejskim rynku. Właśnie dlatego tuż za robotami stoją prawdziwe wizytówki marki: koncepcyjne auto MG EXE 181, produkowany seryjnie całkowicie elektryczny sportowy Cyberster oraz legenda marki: roadster RV8 z silnikiem V8 o pojemności 3,9 l. – Chińskie koncerny z wizerunkiem marek konkurujących głównie ceną pożegnały się już w ubiegłym roku, gdy wprowadziliśmy w naszych samochodach nowoczesne technologie hybrydowe. Dzięki nim samochody są bardziej oszczędne, a jednocześnie są bardziej komfortowe. Jestem przekonana, że stąd wynika szybko rosnąca sprzedaż naszych samochodów. Klienci patrzą bowiem na jakość i rozwiązania technologiczne, które oferujemy w modelach MG, które nadal sprzedajemy w bardzo atrakcyjnych cenach – mówi „Do Rzeczy” marketing & product manager Alicja Olendzka-Płuciennik. – Tech Day w Londynie to okazja, aby pokazać, w którą stronę MG się rozwija. Wszystkie innowacyjne rozwiązania, które pokazujemy, są opracowywane tak, aby służyć klientom europejskim – dodaje.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.
Czytaj także