Byli trumpiści kontra Trump

Byli trumpiści kontra Trump

Dodano: 
Thomas Massie
Thomas Massie Źródło: PAP/EPA / JIM LO SCALZO
MICHAŁ KRUPA Jedność ruchu MAGA jest zagrożona. Jeśli zwycięży frakcja syjonistów/ interwencjonistów, to Trump może powrócić do polityki rodem z epoki George’a W. Busha, alienując całkowicie swoich lojalnych zwolenników. Jeśli wygrają realiści, to Ameryka może zrzucić z siebie imperialne szaty, zmieniając kompletnie dotychczasowy układ sojuszy.

W pierwszą rocznicę inauguracji drugiej kadencji prezydenckiej Donalda Trumpa ruch Make America Great Again (MAGA) znalazł się w samym środku brutalnego konfliktu wewnętrznego – wojny domowej, która nie toczy się za pomocą broni, lecz podcastów, salw w mediach społecznościowych i potyczek politycznych. Podział ten przeciwstawia rosnącą frakcję realistów spod znaku America First przeciwko mającym powiązania z amerykańskimi neokonserwatystami i ich sposobem myślenia donatorami, dziennikarzami, a nawet członkami administracji, a stawką jest pełna kontrola nad polityką zagraniczną Trumpa. W centrum tego rozłamu stoją takie postacie jak kongresmen z Kentucky, Thomas Massie, którego pryncypialny antyinterwencjonizm podważa jastrzębie instynkty takich osób jak sekretarz stanu Marco Rubio, oraz influencerzy pokroju Tuckera Carlsona, którego podcast stał się tubą nastrojów nacjonalistycznych, przeciwnych imperializmowi. Tymczasem była już kongresmenka Marjorie Taylor Greene i były strateg polityczny Trumpa z pierwszej kadencji, Steve Bannon, wykorzystują swój autorytet moralny w walce z tym, co postrzegają jako stawiające interesy Izraela ponad interesy USA lobby, uosabiane już nie tylko przez słynny ośrodek AIPAC, lecz także przez takich radykalnych syjonistów jak Mark Levin – wszyscy rywalizują o wpływ na decyzje prezydenta dotyczące wojen, sojuszy i globalnej roli Ameryki.

Wyraźny podział

Korzenie tej wojny domowej sięgają transformacji Partii Republikańskiej pod rządami Trumpa. To, co zaczęło się jako populistyczny bunt przeciwko establishmentowi, przekształciło się w pole bitwy, na którym realizm w polityce zagranicznej ściera się z interwencjonizmem. Widoczny jest wyraźny podział między „starą gwardią”, proizraelskimi konserwatystami, a nową prawicą – młodszymi, populistycznymi wyborcami sceptycznymi wobec niekończących się wojen i międzynarodowych uwikłań.

Stara gwardia, reprezentowana przez takie postacie jak Levin, trzyma się reaganowskich frazesów o twardej polityce zagranicznej, bezwarunkowym poparciu dla Izraela i konfrontacji z przeciwnikami takimi jak Chiny, Iran czy Rosja. Nowa prawica natomiast stawia na sprawy wewnętrzne, postrzegając pomoc zagraniczną i militarne awantury jako drenaż amerykańskich zasobów.

Kongresmen Thomas Massie uosabia etos nowej prawicy. Ten libertariańsko nastawiony republikanin z Kentucky konsekwentnie sprzeciwia się partyjnej linii w polityce zagranicznej – głosował przeciwko pomocy dla Izraela i Ukrainy oraz krytykował zaangażowanie USA w konflikty zagraniczne, w tym ostatnią „eskapadę” do Wenezueli. Jego postawa ściągnęła na niego ostrą krytykę, oskarżają go o sprzyjanie wrogom Ameryki przez sprzeciw wobec rozszerzania uprawnień wojennych egzekutywy. Oskarżenia padają również ze strony samego Trumpa, którego lista obelg przeciwko Massiemu jest zbyt długa, by ją przytoczyć. W zbliżających się prawyborach republikańskich w Kentucky Massie ma przeciwko sobie kandydata popieranego przez Trumpa i sponsorowanego przez ultrasyjonistycznych miliarderów takich jak Miriam Adelson i Paul Singer.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Czytaj także