Według doniesień portalu Politico, szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas jest w konflikcie z przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen. Prywatnie ma ją nawet nazywać "dyktatorem".
Serwis przypomniał, że von der Leyen nie dogadywała się już z Josepem Borrellem. Jednak stosunki z obecną wysoką przedstawiciel Unii Europejskiej do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa mają być jeszcze gorsze.
W ubiegłym roku Komisja Europejska otworzyła Dyrekcję Generalną do spraw Bliskiego Wschodu, Afryki Północnej i Zatoki Perskiej (DG MENA). Wskutek tego kierowana przez Kallas Europejska Służba Działań Zewnętrznych (EEAS) straciła część wpływów. Oprócz tego KE ma pracować nad planem redukcji personelu agencji Kallas.
Szydło o von der Leyen: Robi, co chce, łamiąc zasady Komisji
"Serwis Politico ujawnił, że kierująca unijną dyplomacją Kaja Kallas nazywa Ursulę von der Leyen »dyktatorem«. Von der Leyen zabiera bowiem Kallas uprawnienia, tworząc własne struktury ds. międzynarodowych. Czyli w ramach Komisji Europejskiej powstają departamenty dublujące swoje działania. Kallas nie może nic z tym zrobić, ponieważ jest z Estonii, więc von der Leyen po prostu ją lekceważy" – zwróciła uwagę we wpisie na platformie X europoseł PiS Beata Szydło.
"I tak to właśnie wygląda w Brukseli – niemiecka szefowa Komisji Europejskiej robi, co chce, łamiąc nie tylko Traktaty, ale nawet wewnętrzne zasady Komisji. Byle tylko realizować potrzeby Niemiec" – zauważyła była premier.
Kallas objęła stanowisko szefowej unijnej dyplomacji w 2024 r. Wcześniej pełniła funkcję premier Estonii. Jej wpływy w strukturach Unii Europejskiej są ograniczone z powodów politycznych. Kallas pochodzi bowiem z niewielkiej Estonii, a liberałowie, z którymi jest związana, nie należą do najsilniejszych frakcji w PE.
Europosłowie ukarani za brak poparcia von der Leyen
Przypomnijmy, że w miniony czwartek w europarlamencie odbyło się głosowanie nad wyrażeniem wotum nieufności wobec Komisji Europejskiej na czele z jej przewodniczącą Ursulą von der Leyen. Choć podpisy pod wnioskiem zostały zebrane w błyskawicznym tempie, z samego głosowania von der Leyen wyszła obronną ręką.
Przeciwko wnioskowi o wyrażenie wotum nieufności zagłosowało 390 europosłów. Poparło go 165, zaś 10 wstrzymało się od głosu. Przeciwko odwołaniu niemieckiej polityk ze stanowisko głosowało m.in. 24 eurodeputowanych z Polski.
Europejska Partia Ludowa (EPL/EPP), w której skład wchodzą Koalicja Obywatelska i PSL, nałożyła sankcje na swoich kilkunastu europosłów za to, że odmówili sprzeciwienia się wnioskowi o odwołanie von der Leyen.
W związku z nałożoną karą przez następne sześć miesięcy wszyscy objęci sankcjami eurodeputowani stracą prawo do kierowania pracami grupy nad nowymi projektami legislacyjnymi i pracami pozalegislacyjnymi, a także do wypowiadania się w imieniu grupy na posiedzeniach plenarnych. Większość ukaranych europarlamentarzystów pochodzi z węgierskiej partii TISZA. Sankcjami zostali także objęci eurodeputowani z Holandii i Słowenii, którzy głosowali za odwołaniem von der Leyen bądź wstrzymali się od głosu.
Czytaj też:
Ci europosłowie z Polski zagłosowali przeciw dymisji von der LeyenCzytaj też:
Kowalski: Unijczycy polskiego pochodzenia. Te 24 nazwiska to lista hańby
Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.
Zapraszamy do wypróbowania w promocji.
