W wyniku serii fałszywych alarmów policja miała w ostatnim czasie wielokrotnie nachodzić dziennikarzy Republiki. W piątek po południu funkcjonariusze weszli do mieszkania Tomasza Sakiewicza. Dziennikarz relacjonował, że policja siłą wtargnęła do jego mieszkania i skuła jego asystentkę. Funkcjonariusze twierdzili, że w lokalu znajduje się "jakieś dziecko w zagrożeniu".
– Powiedzieli, żeby się wylegitymowała, ale to nie było możliwe, bo była skuta. Próbowali ją wyprowadzić, ja zszedłem za nimi. Mamy zdjęcie samochodu. Policja do końca nie wylegitymowała się, do końca odmówiła przedstawienia się, kim są. Byli umundurowani – mówił na antenie szef Republiki.
Sakiewicz: Naruszono tajemnicę dziennikarką
Dziennikarz stwierdził, że policjanci "zachowywali się jak bandyci". Do przeszukania miało dojść bez pokazania nakazu. – Przypominam, że moje mieszkanie jest jednym z lokali redakcyjnych, bo ja tu prowadzę działalność gospodarczą. Naruszono więc tajemnicę dziennikarską przez przebranych w mundury bandytów, którzy podają się za policjantów – dodał Sakiewicz.
Policjancie nie skuli jednak samego Sakiewicza, który nagrywał ich interwencję telefonem. – W ogóle nie chcieli ze mną rozmawiać. Ja domagałem się, żeby ze mną rozmawiali. Uprzedzałem, że to najście bez żadnego nakazu. Weszli do moich pokoi, nie mając żadnego dokumentu, nie przedstawiając się. Bandycki napad – mówił.
Sakiewicz nie ma wątpliwości, że jest to akcja polityczna, wymierzona w jego stację i oskarża Donalda Tuska oraz Marcina Kierwińskiego.
Policja wydała oświadczenie
Szef Republiki dodał, że jest to już co najmniej trzecia "nietypowa interwencja" w jego mieszkaniu. Podobne sceny miały się rozgrywać w domach innych dziennikarzy stacji. – Mamy do czynienia inną akcją straszenia, zniszczenia Republiki. Nie dali rady tego zrobić materialnie, prawnie, to bandycko napadają na nasze mieszkania – mówił Sakiewicz.
Policja jednak zaprzecza tym insynuacjom. "Policja została powiadomiona, że w mieszkaniu pod tym adresem znajduje się osoba, której zachowanie zagraża jej życiu. Informacja taka zgodnie z przyjętymi zasadami otrzymała najwyższy priorytet, a na miejsce niezwłocznie skierowany został patrol Policji" – podała Komenda Rejonowa Policji Warszawa II. Funkcjonariusze mieli skuć asystentkę, gdyż ta nie chciała z nimi współpracować. "Na czas wyjaśnienia sytuacji mając na uwadze bezpieczeństwo zarówno jej, jak i swoje, policjanci zastosowali wobec tej osoby kajdanki" – czytamy.
Zgłoszenie okazało się fałszywym alarmem. Policjancie nie znaleźli żadnego dziecka w potrzebie, nikt też nie został zatrzymany.
Czytaj też:
Ziobro w USA jako stały komentator TV RepublikaCzytaj też:
Korneluk ujawnia: Sakiewicz zostanie wezwany do prokuratury
