N ie tylko formacja rządząca, lecz także cała polska scena partyjna złapały potężną zadyszkę. Wyczerpały się opowieści i hasła, które przez wiele lat wyznaczały ramy debaty publicznej, opatrzyły się twarze liderów, żelazne elektoraty jednocześnie radykalizują się i maleją, rośnie grupa zniechęconych już nie tylko do udziału w życiu publicznym, lecz także śledzenia go. Władza „nie dowozi” i zniechęca do siebie tych, którzy jej przed prawie już trzema laty zaufali, ale opozycja nie umie przekonać do siebie nikogo nowego. Mówiąc obrazowo, polska polityka zaczęła przypominać jazdę zdezelowanym samochodem: kierowca nieustannie dodaje gazu, ale silnik zamiast przyśpieszać, tylko coraz głośniej wyje, cały wehikuł trzęsie się, jakby zaraz miał się rozpaść, ale na razie jakoś się nie rozpada. Sondażowe słupki w zasadzie stoją w miejscu.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.

