Ekspert: Koszt produkcji energii to dziś tylko połowa rachunku

Ekspert: Koszt produkcji energii to dziś tylko połowa rachunku

Dodano: 
Przedłużacz, gniazdka do prądu. Zdj. ilustracyjne
Przedłużacz, gniazdka do prądu. Zdj. ilustracyjne Źródło: Unsplash / Mike Winkler
Koszt produkcji energii to dziś tylko połowa rachunku za prąd. Druga połowa to dystrybucja oraz opłaty krajowe i ETS – przypomina Marcin Izdebski.

W rozmowie z Krzysztofem Skowrońskim w Radio Wnet Marcin Izdebski z Centrum Strategii Rozwojowych mówił o atutach prezydenckiego projektu "Tani prąd – 33 proc"., którego celem jest obniżenie cen energii w Polsce.

Izdebski jest też – wraz z Wandą Buk – współautorem opracowanego w 2024 roku na bazie prognoz Komisji Europejskiej raportu "Analiza wpływu ETS2 na koszty życia Polaków". Raport pokazuje, jak astronomicznie wzrosną w Polsce ceny jeżeli wdrożony zostanie unijny podatek ETS2.

Koszt produkcji energii to jedynie połowa rachunku za prąd

Izdebski przypomniał, jakie są składniki rachunku za prąd. – Koszt produkcji energii to dziś tylko połowa rachunku. Druga połowa to koszty dystrybucji – co jest oczywiste i naturalne – i opłaty, których jeszcze kilka lat temu nie było. Jednocześnie w cenach mamy koszty unijnego tzw. systemu ETS, które miały wspierać transformację energetyczną, na finansowanie nowych źródeł energii. Niestety tak się nie dzieje [...], ale władze dokładają do nich kolejne daniny. Płacimy za to samo dwa razy, a po raz trzeci – przez VAT – tłumaczył ekspert.

Izdebski podkreślił, że branża energetyczna pozytywnie zareagowała na propozycję prezydencką, o czym dodatkowo świadczą m.in. głosy ekspertów niekoniecznie Karolowi Nawrockiemu przychylnych. Dodał, że w Polsce są duże firmy, które obecnie płacą nawet po kilkanaście, kilkadziesiąt milionów miesięcznie. – Oni mają świadomość, że ten projekt jest krokiem w dobrą stronę, a jednocześnie ze strony rządowej słyszymy, że on jest zbyt kosztowny, więc nie można go wprowadzić – powiedział. – Tylko teraz jest tak, że rząd może ustanawiać coraz wyższe opłaty dla odbiorców energii – ponieważ rządu to nie dotyczy – jednocześnie zadowolona jest branża energetyczna, ale to nie służy polskiej gospodarce – zwrócił uwagę.

– W Europie przyjęto mechanizm, że kosztami transformacji obciąża się gospodarstwa domowe. To standard w krajach zachodnioeuropejskich. [...] U nas też. Ale jest zasadnicza różnica: na Zachodzie to obciążenie nie dotyczy firm na taką skalę jak w Polsce – podkreślił w dalszej części Izdebski.

Czytaj też:
Warzecha przypomina: ETS jest dla Polski morderczy głównie z dwóch powodów
Czytaj też:
Operator elektrociepłowni padnie przez ETS? "Chcieliście Unii? No to ją macie!"


Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.

Zapraszamy do wypróbowania w promocji.


Opracował: Grzegorz Grzymowicz
Źródło: Radio Wnet / DoRzeczy.pl
Czytaj także