11 marca Sejm uchwalił reformę Państwowej Inspekcji Pracy. Nowela trafiła na biurko prezydenta i czeka na jego decyzję.
Zmiany zakładają, że inspektorzy dostaną nowe uprawnienia, aby skuteczniej walczyć z tzw. umowami śmieciowymi. Jeśli w toku kontroli okaże się, że taka umowa nosi znamiona umowy o pracę, będzie nakłaniać firmę i pracującego do porozumienia oraz zatrudnienia na etat. Jeżeli nie uda się rozwiązać sprawy, trafi ona do sądu pracy
– Jest ogromna rzesza ludzi, którzy pracują w warunkach, nie bójmy się tego powiedzieć, urągających XXI w. Chodzi o osoby, które pracują kilkaset godzin miesięcznie bez żadnej stabilizacji, które mogą być w każdej chwili, jak za pstryknięciem palca, zwolnione z pracy. To są osoby, które nie mają nawet zagwarantowanej minimalnej stawki godzinowej, które nie mają prawa do godzin nadliczbowych, do urlopu wypoczynkowego. To są te osoby, które nie mają prawa do zasiłku chorobowego. Te osoby nie są poddawane badaniom lekarskim, szkoleniom z zakresu BHP – mówi "Faktowi" główny inspektor pracy Marcin Stanecki. Szef PIP przyznaje, że jest optymistą i wierzy, że prezydent podpisze ustawę.
Szef PIP o "planie B"
– Najpierw inspektor idzie na kontrolę i ma obowiązek przyglądania się pracy. Ma dwie możliwości. Albo uzna, że ten kontrakt cywilnoprawny ma cechy stosunku pracy, wtedy poprosi obydwie strony o to, żeby się dogadały i wyda polecenie przekształcenia umowy cywilnoprawnej w umowę o pracę. To polecenie nie ma charakteru decyzji, nie jest wiążące. To jest nakłonienie potencjalnego pracownika i potencjalnego pracodawcy do tego, żeby usiedli przy jednym stole i żeby spróbowali się dogadać. Obowiązkiem inspektora przy poleceniu będzie uprzednie wysłuchanie stron. Potem będzie je nakłaniał do ugody, więc będzie pełnił rolę mediatora. Polecenie musi być wykonane w trakcie kontroli, więc inspektor pracy będzie mógł próbować nakłonić te strony do konsensusu. Przez tydzień, dwa, trzy, nawet cztery, a jeżeli potrzeba to nawet dłużej. Jeżeli uzna, że nie ma szans na porozumienie, to zapisze w protokole z kontroli, że polecenie nie zostało wykonane. Poczeka, aż protokół się uprawomocni, bo podmiot kontrolowany ma 7 dni na wniesienie zastrzeżeń, i przekaże materiał do okręgowego inspektora pracy – wyjaśnia szef PIP.
Co, jeżeli Karol Nawrocki zdecyduje się na weto? Szef PIP mówi, że ma "plan B". – Liczę na to, że może przy wdrożeniu dyrektywy platformowej wrócą decyzje nakazujące przekształcenie umowy cywilnoprawnej – podkreśla Stanecki. Polska musi wdrożyć zmiany do końca 2026 r. Od wejścia w życie przepisów zależy wypłata 11 mld zł z Krajowego Planu Odbudowy.
Czytaj też:
PIP-a pogoni prywaciarzy!
