FelietonyFajerwerkowy Ramadan?

Fajerwerkowy Ramadan?

Francuska policja
Francuska policja / Źródło: PAP/EPA / CHRISTOPHE PETIT TESSON
Dodano 25
WOJCIECH GOLONKA | Polowania na policjantów i strażaków, podpalanie samochodów jako forma świętowania, rasizm przeciw białym, dżihad rekrutujący nowych popleczników, gangi, narkotyki czy prostytucja, a przede wszystkim strefy w praktyce niepodlegające już prawom Republiki – to nie scenariusz brutalnej gry komputerowej, a przykra rzeczywistość Francji na przestrzeni ostatnich trzech dekad.

Dowodów francuskiej porażki w zakresie niekontrolowanego zjawiska imigracji, a przede wszystkim asymilacji imigrantów nie brakuje. Występują one praktycznie codziennie, co sprawia, że samo zjawisko w oczach społeczeństwa staje po części nieuchronne, po części banalne, a obcująca z nim populacja przyzwyczaja się do własnej bezsilności.

Oczywiście łatwo dokonywać nieuprawnionych uogólnień, spłycać całą problematykę czy wnioskować wyłącznie na podstawie skojarzeń, tym bardziej jeśli nie uwzględnia się zawiłej historii Francji – i łatwo komentatorom popaść w tę pułapkę. Z drugiej strony sama rzeczywistość jest nieubłagalna: we Francji już od lat funkcjonuje odrębne społeczeństwo, w dużej mierze czerpiące swą jedność i tożsamość z islamu, wyznające własny porządek polityczny, sprzeczny z prawami Republiki. Wydarzenia ostatnich miesięcy dawały temu częsty wyraz.

Jak donoszą oficjalne statystyki, od czasu wprowadzenia powszechnej kwarantanny w połowie marca francuska policja wystawiła już ponad milion mandatów związanych z łamaniem obowiązujących obostrzeń. Do czasu poluzowania restrykcji każda osoba wychodząca z domu musi mieć ze sobą jednorazową deklarację, precyzującą powód wyjścia (praca, zakupy, sport itp.). Jak zwykle w przypadku obowiązującej nad Sekwaną biurokracji nie doszło wyłącznie do karania nieodpowiedzialnych postaw społecznych: do znamiennych przypadków należało np. ukaranie mandatem w wysokości 135 euro dziewięćdziesięciolatka, który na swojej „jednorazowej” deklaracji przekreślał poprzednią datę i dopisywał nową za każdym razem, gdy udawał się ponownie na zakupy. Z drugiej strony, od samego początku obowiązujących restrykcji napływały doniesienia o masowym nieprzestrzeganiu izolacji w tzw. banlieues, czyli przedmieściach imigranckich, tudzież w quartiers sensibles, czyli dzielnicach „wrażliwych” (z pewnością nie na epidemię...), co budziło oburzenie zważywszy na nierówne traktowanie ze strony sił porządkowych. Jak bowiem donosił Le Canard enchaîné, Laurent Nuñez, wiceminister spraw wewnętrznych odpowiedzialny za kwestie bezpieczeństwa, stwierdził podczas wideokonferencji z prefektami 18 marca, że nie jest priorytetem władzy wymuszanie przestrzegania izolacji społeczeństwa w tzw. strefach zapalnych. Innymi słowy otwarte sklepy, ludzie na ulicach, publiczne islamskie zgromadzenia modlitewne – wszystko to w tych kilkuset „strefach” działo się w najlepsze, przy otwarcie wyrażonej pogardzie wobec policji sporadycznie próbującej wymusić przestrzeganie obostrzeń.

Mimo „przezorności” władz, do wybuchu konfliktu doprowadził drobny incydent drogowy. W nocy 19 kwietnia, w miasteczku Villeneuve-la-Garenne należącym do aglomeracji paryskiej, patrol policji postanowił wylegitymować niejakiego Mouldiego C., uprawiającego na motorze swoiste rodeo. Podczas gdy policjant otwierał prawe drzwi stojącego na czerwonym świetle nieoznakowanego samochodu policyjnego, prowadzący motor wjechał w nie z pełnym impetem, próbując wyprzedzić samochód z prawej strony. Mouldi C. został poturbowany przy okazji wypadku, który najprawdopodobniej spowodował sam; na miejscu udzielono mu pierwszej pomocy, a następnie zabrano do szpitala. Okazało się, że jego pojazd nie miał homologacji, on sam zaś nie miał prawa jazdy do prowadzenia do tego typu pojazdów; był także już trzy razy karany za brak przestrzegania izolacji (co stanowiło przesłankę do jego możliwego aresztowania). Jednak jego adwokat przekazał, że policjanci specjalnie otworzyli drzwi w ostatniej chwili celem narażenia go na utratę zdrowia bądź nawet życia. Informacja ta, choć nie mająca potwierdzenia w zebranym materiale wideo, stanowiła jednak wystarczający casus belli: przez następne dni w różnych banlieues we Francji zachodziły odwetowe polowania na strażaków i policję, nie tylko w regionie Paryża, ale także w innych dużych aglomeracjach, jak Lyonu, Bordeaux czy Tuluzy. Francja stanęła w obliczu możliwości powtórki zamieszek z 2005 r... Tymczasem na 24 kwietnia wypadał początek Ramadanu – atmosfera dla służb porządkowych robiła się elektryzująca.

Dla przypomnienia 27 października 2005 r. dwóch nieletnich chłopców: Zyed Benna i Bouna Traoré zginęło w Clichy-sous-Bois na skutek porażenia prądem na terenie stacji transformatorowej, w której schowali się przed policją, którą wezwano w związku z podejrzeniem próby kradzieży przez grupę młodocianych chłopaków. Wieczorem tego samego dnia doszło do lokalnych zamieszek, w trakcie których policyjny granat z gazem łzawiącym padł tuż obok budynku, w którym znajdował się meczet. Odbywała się tam akurat wieczorna modlitwa podczas Ramadanu, przerwana pojawieniem się gazu. W następnych dniach w całym kraju w strefach „wrażliwych” wybuchły zamieszki, trwające trzy tygodnie, co spowodowało wprowadzenie trzymiesięcznego stanu wyjątkowego.

Obecne zajścia zdają się mniejszego kalibru, choć napiętą sytuację uwidocznioną na obficie zamieszczanych w mediach społecznościowych filmikach z lokalnych zamieszek potwierdzają związki zawodowe policjantów, będących na pierwszej linii zmagań. Schemat zachodzącej zazwyczaj „zaczepki” został obszernie zilustrowany w niejednym reportażu śledczym francuskich mediów; jest on praktycznie zawsze ten sam od lat: dochodzi do podpalenia, np. śmietnika, następnie zaś wzywana jest straż pożarna. Na miejscu dochodzi wówczas do ostrzelania strażaków petardami i fajerwerkami lub moździerzami domowej produkcji; czasem dla urozmaicenia na pojazdy straży zrzucany jest z pobliskich blokowisk ciężki sprzęt AGD, jak lodówka czy pralka. Straż oczywiście od razu wzywa policję do ochrony, pojawiająca się policja staje się nowym celem do obstrzału; w bardziej agresywnych formach „zabawy” używa się koktajlów Mołotowa. Policja odpowiada mniej lub bardziej skutecznie, granatami hukowymi i gazem łzawiącym, próbując umożliwić straży ugaszenie drobnego pożaru. Podobna „rozgrywka” przypomina po części chaotyczny pokaz sztucznych ogni, trwa przez kilka godzin, aż znudzi się młodym agresorom, którzy pójdą spać, albo gdy skończy się zapas pocisków.

Policjanci wysyłani w teren skarżą się, że w dużej mierze są wysyłani jak kaczki na odstrzał, z rozkazami unikania wszelkiej eskalacji zamieszek. Rzeczywiście, ochoczo używany przez policję wobec żółtych kamizelek pistolet pocisków gumowych (LBD), który spowodował utratę wzroku wśród przynajmniej kilkunastu demonstrantów, jest w przypadku banlieues używany w zupełnej ostateczności, gdy pozostaje jedynym środkiem wyjścia z oblężenia sił porządkowych bez używania ostrej amunicji. Nie słychać jednak, aby wśród powodujących zamieszki ktoś stracił oko – jak widać policja tym razem nie celuje nikomu w twarz; a z drugiej strony proporcja zatrzymanych przez policję przy okazji bieżących zamieszek jest także nieporównywalnie mniejsza niż w przypadku żółtych kamizelek. A przecież potencjalnych sprawców nie brakuje – jak donoszą media, 30 kwietnia w nocnym starciu z policją w Compiègne wzięło udział aż ok. 150 „młodych”, jednak żadnego z nich nie zatrzymano.

Temat ostatnich zamieszek był oczywiście szeroko poruszony przez komentatorów i polityków we Francji. Prawicowy publicysta Eric Zemmour stanowczo wezwał do siłowego odbicia terenów utraconych przez Republikę. Kilka dni później padł on w Paryżu ofiarą ostrej, wulgarnej werbalnej agresji i gróźb. Dumny z siebie sprawca opublikował filmik z zajścia w aplikacji Telegram, chwaląc się, że przy okazji opluł Zemmoura. Tenże, z racji niepoprawnych politycznie wypowiedzi na temat islamu i imigracji, od lat ciągany jest po sądach przez organizacje „antyrasistowskie”, co nie przeszkadza jego nowemu programowi telewizyjnemu w CNEWS bić od kilku miesięcy rekordy oglądalności, przysparzając centro-lewicowe środowiska, do których należy rządząca partia, o ból głowy. Tym razem jednak politycy i dziennikarze wszystkich nurtów stanęli w obronie Zemmoura, a prezydent Macron zręcznie wykorzystał sposobność do poprawienia swego wizerunku medialnego, rozmawiając 45 minut przez telefon ze swym najbardziej rozpoznawalnym krytykiem.

Skupiona na Zemmourze Francja na chwilę zapomniała o napięciach w imigranckich przedmieściach, te zresztą trochę ucichły tudzież zostały odgórnie wyciszone. Republika bowiem za pomocą rzeszy opłacanych szpicli doskonale orientuje się w hierarchii lokalnych klanów czy gangów, na których czele stoją hersztowie, zwani z arabskiego le caïd. Ci zaś nie tylko mają odpowiedni posłuch wśród młodocianych chuliganów, ale mogą ich zręcznie wykorzystywać w walce o wpływy i pieniądze, które nie zawsze biorą się z uznawanej przez państwo działalności gospodarczej. Na przełomie marca i kwietnia powszechnie podkreślano, że izolacja społeczna spowodowała przerwy w dostawach haszyszu do banlieues – a kończące się zapasy narkotyków – wzrost napięcia. Ponieważ takie napięcie nikomu nie służy, nie można więc wykluczyć cichego porozumienia w tej kwestii między władzami państwa a lokalnymi feudałami, zapewniającego kolejny rozejm.

Tłumaczyłoby to także dlaczego w dosyć ostrych zamieszkach z policją po żadnej ze stron nie dochodzi zazwyczaj do większych obrażeń. Przy czym jest to tylko hipoteza, pozbawiona twardych dowodów, poza analogicznymi przypadkami z historii. Ale to właśnie historyczne spojrzenie pozwala stwierdzić, że wbrew pozorom, Francja niekoniecznie siedzi na beczce prochu potencjalnej wojny domowej. Relacja między aparatem państwa a niezależnymi społecznościami, strefami „wrażliwymi”, nabiera bowiem coraz bardziej historycznych cech płynnego status quo, jakie tworzyły się lokalnie w ramach stopniowego upadku Cesarstwa Rzymskiego pod naporem plemion barbarzyńskich. W XXI w. we Francji po części rozkwita na nowo feudalizm z V w. Z tą drobną różnicą, że religia półksiężyca „ubogacająca” ten nowy feudalizm była bądź co bądź problematyczna w politycznych dziejach Europy.

/ Źródło: DoRzeczy.pl

Czytaj także

 25
  • edzio IP
    Dzien jak codzien we Kalifacie Francuskim
    Dodaj odpowiedź 24 0
      Odpowiedzi: 0
    • Jim76 IP
      Nie bez powodu funkcjonuje określenie "trójkolorowi". Tylko ten tradycyjny kolor z roku na rok zanika lub koloryzuje się. Wątek z tendencyjnie interweniującą policją każe przypuszczać, że tam też jest mocno kolorowo.
      Dodaj odpowiedź 14 0
        Odpowiedzi: 0
      • Konfederacja IP
        Znieść socjal. Dzielnice kolorowych otoczyć czołgami, wypuszczać wg. schematu ' ścieżki zdrowia' . jak nie wiedzą jak to się robi - to  mogą zasięgnąć konsultacji u starych ZOMO.

        I Arabowie dobrowolnie przejdą na chrzescijanstwo. A jak nie  to do widzenia.

        Tak się gra jak przeciwnik pozwala.
        Dodaj odpowiedź 25 0
          Odpowiedzi: 0
        • Jankso IP
          Francja zeszla n'a Psy
          Gby nie SOCJAL to département 93 juz by oglosic sie republika Islamska
          Dodaj odpowiedź 26 0
            Odpowiedzi: 0
          • beholder IP
            artykul o francji,ale ja i tak obstawiam szwecje jako 1-szy kalifat w europie
            Dodaj odpowiedź 38 0
              Odpowiedzi: 0

            Czytaj także