OpinieMecz o wszystko

Mecz o wszystko

Dodano

Niedawno, zupełnie przypadkowo, na ulicy w Warszawie spotkałem kolegę ze studiów, którego nie widziałem ze 30 lat. Nie był to mój jakiś szczególnie bliski kolega, więc bliżej zlokalizowałem go w pamięci dopiero, gdy z troską wyznał, że uważa, iż moje kibicowanie PiS jest błędem.

Zapytałem go, skąd wiedza o mojej rzekomej sympatii do tej partii. Odpowiedział, że czytał w „Gazecie”. Tak! To na 100 proc. on! Andrzej, lewicowy działacz z okresu naszych studiów. Skądinąd bardzo sympatyczny działacz. Zaśmiałem się więc i odpowiedziałem, że to nieprawda. Że owszem, mam centroprawicowy światopogląd, ale desperatem nie jestem. Że jestem zwolennikom demokracji, jednomandatowych okręgów wyborczych, a na dziś kibicowanie PiS porównać można z kibicowaniem polskiej reprezentacji piłki nożnej. Czyli że jest to objaw desperacji właśnie, przyzwyczajenia, poczucia jakiegoś swoistego wspierania „naszych”, mimo że od dawna już naszymi nie są, ale – niestety – innych nie ma.

Taki Lewandowski na przykład. Świetny napastnik w niemieckim klubie, ale w reprezentacji Polski – dramat. Aż się chce porównać do Macierewicza. Człowieka błyskotliwego, który gra równie świetnie. Niby jako zawodnik Polski, ale najlepiej na jego grze wychodzi Rosja. Albo Hofman... Kwintesencja reprezentanta kadry – wypacykowany, narcystyczny (ptak) i oddany bezgranicznie trenerowi. Trener takich hołubi i przymyka oko na drobiazgi w rodzaju kilkudziesięciotysięcznych „pożyczek” czy wziątek żony ulubionego zawodnika. Bańka w tę czy w tamtą – chleb powszedni dla reprezentanta. Ważne, żeby słuchał wskazówek trenera.

Problem z PiS polega na tym, że tam – w przeciwieństwie do reprezentacji piłkarzy – nie ma takiej opcji, by selekcjonera zmienić. On jest dożywotni. Od urodzenia. I ma swoją nienaruszalną wizję ustawienia i wykorzystania reprezentacji do osiągnięcia celu. Pojawia się jednak pytanie: Co tym celem jest? Czy wprowadzenie Polski do grona najlepiej grających drużyn – na początek europejskich – i zapewnienie jej stabilnej pozycji na wiele, wiele lat, czy też może działania trenera determinuje nienawiść do selekcjonera przeciwników? Czy chodzi mu o wygrywanie meczów jeden po drugim, czy może wystarczy mu ten jeden jedyny mecz życia, którego akcja spowoduje zawał serca i śmierć znienawidzonego selekcjonera rywali? Bo jeśli to drugie, to istnieje zagrożenie, że dopuszcza również możliwość wysadzenia w powietrze całego stadionu. Łącznie z publicznością, wśród której są nie tylko rodziny zawodników, ale i ci wszyscy szczerze oraz bezinteresownie kibicujący Polsce.

Czytaj także

 0

Czytaj także