Zgorzelski odpowiada Kaczce: Lepiej niech miarkuje swoje wypowiedzi

Zgorzelski odpowiada Kaczce: Lepiej niech miarkuje swoje wypowiedzi

Dodano: 18
Wicemarszałek Sejmu RP Piotr Zgorzelski
Wicemarszałek Sejmu RP Piotr Zgorzelski Źródło: PAP / Tytus Żmijewski
Piotr Zgorzelski zalecił merowi Lwowa spożycie szklanki wody, zanim zacznie stawiać zarzuty polskim rolnikom. Odniósł się też do kuriozalnych słów wiceministra Kaczki.

Wicemarszałek Sejmu Piotr Zgorzelski został zapytany przez Bogdana Rymanowskiego o wypowiedzi ukraińskich polityków w kontekście strajku generalnego polskich rolników i incydentu w Dorohusku.

Mer Lwowa Andrij Sadowy wyzwał protestujących od "prorosyjskich prowokatorów". Z kolei wiceminister gospodarki i handlu Taras Kaczka, żądając zakończenia protestów, wysunął skandaliczne zarzuty, że "Mekler (Rafał Mekler – jeden z organizatorów protestów branży przewoźników – red.) i jego banda zaczną zabijać Ukraińców za to, że są oni Ukraińcami".

Zgorzelski: Polacy dają świadectwo przyjaźni

– Lepiej niech miarkuje swoje wypowiedzi, bo Ukraina nie miała, nie ma i nie będzie miała tak oddanego przyjaciela, jakim jest Polska – przypomniał Zgorzelski.

– Proszę tu polskich rolników panie ministrze gospodarki Ukrainy nie obrażać, bo jest pan na najlepszej drodze, by popsuć dobre relacje. My jako Polacy, dajemy świadectwo przyjaźni i tego, że stoimy po właściwej stronie, ale też chcemy powiedzieć naszym przyjaciołom, walczącym o swoją wolność, że przystąpienie do UE, będzie musiało uwzględniać także naszą sytuacją gospodarczą i rolniczą – powiedział wicemarszałek, dodając, że akces Ukrainy do wspólnoty nie może "doprowadzić do bankructwa polskich gospodarstw".

Odnosząc się do wypowiedzi mera Lwowa, który za swoje słowa przeprosił tłumacząc je emocjami i podkreślił, że Polacy i Ukraińcy nie są dla siebie wrogami, Zgorzelski zalecił skonsumowanie szklanki zimnej wody, zanim cokolwiek powie, "ponieważ często wydaje się, że pan mer Sadowy mówi językiem banderowskim, który nie powinien być tym, który w Ukrainie obowiązuje".

Przyczyny protestu rolników

Strajk generalny rolników, którzy sprzeciwiają się forsowaniu unijnej polityki klimatycznej i zalewaniu polskiego rynku produktami rolno-spożywczymi agroholdingów z Ukrainy trwa od piątku w ponad 250 miejscowościach.

Rolnicy wezwali premiera Tuska, by natychmiastowo zamknął polską granicę z Ukrainą do czasu aż zostanie stworzona możliwość kontrolowania wszystkich towarów wjeżdżających do Polski z tego kraju. Następnie, jak postulują, należałoby wprowadzić systemowe rozwiązania w tym zakresie. Rolnicy podnoszą także kwestie dotyczące toksyczności i niższej jakości żywności z Ukrainy.

Drugim zasadniczym powodem protestów jest forsowana przez Komisję Europejską polityka Zielonego Ładu. Przeciwko temu elementowi ideologicznej agendy Brukseli strajkują obecnie rolnicy z co najmniej kilkunastu europejskich krajów.

Przed rozpoczęciem protestów polscy rolnicy wielokrotnie prowadzili strajki ostrzegawcze i tłumaczyli, że napływ produktów z Ukrainy nie jest kontrolowany i nie podlega unijnym regulacjom, co dodatkowo potęguje nieuczciwą konkurencję ze strony położonych na Ukrainie agroholdingów.

"Prosimy rodaków o wyrozumiałość i świadomość sytuacji w jakiej wszyscy się znaleźliśmy. Walczymy o nasze wspólne dobro, jakim jest uchronienie przed upadkiem i bankructwem polskich rodzinnych, niejednokrotnie wielopokoleniowych gospodarstw rolnych" – napisali w komunikacie o strajku generalnym.

Czytaj też:
Incydent w Dorohusku. Kułeba chce ukarania polskich rolników
Czytaj też:
Poseł Konfederacji: Polski wójt jest zastraszany za zgodę na protest przewoźników
Czytaj też:
Jurgiel: Trwa przerzucanie się odpowiedzialnością za Zielony Ład

Źródło: Polsat News/ DoRzeczy.pl / PAP / X / Interia / Farmer
Czytaj także