• Ryszard CzarneckiAutor:Ryszard Czarnecki

"Mały ONZ"?

Dodano: 
Donald Trump, prezydent USA
Donald Trump, prezydent USA Źródło: PAP/EPA / GIAN EHRENZELLER
To, że Organizacja Narodów Zjednoczonych jest w kryzysie-wiadomo od dawna.

To, że świat szeroko rozumianego Zachodu ma w niej coraz mniejsze i systematycznie malejące wpływy- wiadomo też. To, że Amerykanie krytykują organizację, której główna siedziba mieści się na ich terytorium (Nowy Jork- choć są również kontynentalne „oddziały” czy „filie”: w Europie- w Genewie od 1946 i Wiedniu od 1980 roku,a w Afryce -w Nairobi od roku 1996) – to również rzecz znana od co najmniej dekady. W ONZ coraz większe wpływy ma tzw. Trzeci Świat, a w wymiarze gry mocarstw BRICS, a raczej BRIC (a więc cztery mocarstwa: ponadregionalne, jak Chiny i Rosja oraz regionalne,jak Brazylia i wciąż jeszcze Indie, które na naszych oczach przechodzą do wyższej ligi globalnych playmakerów).

Co zatem Waszyngton może zrobić z tym ONZ-owskim fantem? Rozwiązanie tzw. twarde czyli zaprzestanie płacenia olbrzymiej skądinąd amerykańskiej składki członkowskiej o czym politycy USA chętnie mówili już conajmniej dekadę wstecz okazało się wyjściem mało skutecznym. "Nieobecni nie maja racji"- a amerykańską mega- składkę mogłyby uiścić Chiny, które w ten sposób paradowałyby w glorii zbawców liczącej już 81 lat największej organizacji międzynarodowej na świecie.

Waszyngton zatem porzucił rozwiązanie siłowe i wymyślił fortel niczym z repertuaru Imć Onufrego Zagłoby. Oto Amerykanie forsują powstanie elitarnego " małego ONZ", która to struktura oczywiście nazywałaby się inaczej. Chodzi rzecz jasna o tzw. Radę Pokoju. W niej to Stany Zjednoczone Ameryki grałyby pierwsze skrzypce albo nawet były dyrygentem. To prezydent Donald Trump zaprasza do „neo-ONZ” i to on i jego następcy mogą teoretycznie regulować ruch członkowski czyli przyjmować chętnych do zasiadania w tej strukturze.

To charakterystyczne, kto jest najbardziej przeciwny powstaniu tzw. Rady Pokoju. Ano te państwa, które poprzez funkcjonowanie nowej struktury straciłyby na znaczeniu w strukturze dotychczasowej. Chodzi przede wszystkim o dwa kraje będące członkami stałej Rady Bezpieczeństwa ONZ czyli Republikę Francuską i Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. Do tego dochodzą kraje, które uczestniczą w innej światowej politycznej Ekstraklasie czyli członkowie G-8: Republika Włoska i Republika Federalna Niemiec.

Degradacja znaczenia Paryża, Londynu, Rzymu i Berlina leży u podstaw ich „NIE” wobec inicjatywy Waszyngtonu. I charakterystyczne, że czynią to rządy o bardzo różnej prowieniencji politycznej: socjaliści w Wielkiej Brytanii, liberałowie we Francji, tzw. chrześcijańscy- demokraci (!) w Niemczech i narodowi konserwatyści w Italii. Do tego wszystkiego litewska żaba podkłada nogę kowalowi do podkucia i też mówi "NIE"- ale to już raczej kabaret, a nie poważna polityka...

Czytaj też:
Południowy Kaukaz – poligon w walce o "pokojowego" Nobla

Czytaj także