Kreml stanowczo odrzuca ustalenia zachodnich laboratoriów i oskarża Europę o prowadzenie politycznej kampanii wymierzonej w Moskwę.
"Nekro-propaganda Europy"
Rzeczniczka rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Maria Zacharowa stwierdziła, że zarzuty wobec Rosji mają charakter propagandowy. Jak podkreśliła, "wszystkie oskarżenia pod adresem Rosji były typu wysoce prawdopodobne. Nie było żadnych konkretnych szczegółów". Dodała również, że była to czysta proklamacja, która miała stać się aktem otwarcia monachijskiej konferencji (bezpieczeństwa) i przyćmić akta Epsteina.
Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Szwecja i Holandia poinformowały w ostatnich tygodniach, że badania próbek biologicznych pobranych z ciała Nawalnego wykazały obecność epibatydyny. To silna toksyna występująca naturalnie u niektórych trujących żab z Ameryki Południowej i podobno niewystępująca naturalnie na terenie Rosji. Państwa europejskie podkreśliły, że Moskwa miała "środki, motyw i okazję", by podać truciznę rosyjskiemu opozycjoniście.
Oficjalna wersja Moskwy pozostaje niezmienna. Według rosyjskich władz Aleksiej Nawalny zmarł z przyczyn naturalnych podczas odbywania kary w kolonii karnej za kołem podbiegunowym. Rosyjscy przedstawiciele określają zachodnie zarzuty mianem "nekro-propagandy".
Zacharowa: Zachód wykorzystuje sprawę Nawalnego
Jak ustalono, trucizna mogła zostać podana za pomocą specjalnie przystosowanej strzykawki. Zgon miał nastąpić bardzo szybko, a objawy takie jak paraliż mięśni i zatrzymanie akcji serca, mogły przypominać śmierć z przyczyn naturalnych, co znacząco utrudniało wykrycie przestępstwa. Tuż po tym, Rosja stwierdziła, że Zachód wykorzystuje sprawę Nawalnego, by odwrócić uwagę opinii publicznej od dokumentów dotyczących sprawy Jeffreya Epsteina. Jak mówiła Zacharowa, "skala, reakcja i wpływ, jaki wywarły one na cały świat są prawdopodobnie porównywalne z globalną powodzią. Potrzebne było coś, co skierowałoby uwagę społeczności międzynarodowej w inną stronę". Dodała także, że Zachód rozdmuchał kiedyś temat Nawalnego do granic możliwości, forsując światu tezę o jego otruciu przez wiele lat. Wszystko to jest konieczne, aby przyćmić sprawę Epsteina.
Z wersją Kremla konsekwentnie nie zgadza się Julia Nawalna. W mediach społecznościowych podkreśliła, że materiały biologiczne jej męża były badane w niezależnych laboratoriach w dwóch krajach. Według niej oba ośrodki – niezależnie od siebie – potwierdziły otrucie.
Czytaj też:
Tak umarł Nawalny. Oficjalne ustaleniaCzytaj też:
ETPCz rozlicza Rosję za sprawę Nawalnego. Jednoznaczny wyrok
