Twierdzenie, że Polska nie ma polityki ani wobec Bliskiego Zachodu, ani wobec Bliskiego Wschodu, czyli właściwie wobec obszarów najważniejszych z punktu widzenia naszej polityki zagranicznej, jest właściwie banałem. Przez cały okres istnienia III Rzeczypospolitej właśnie banały zastępowały wszelkie wytyczne prowadzenia polityki zagranicznej naszego kraju i efekt mamy taki, jaki właśnie w tej chwili obserwujemy.
A więc nasi najbliżsi sąsiedzi – Litwa, Ukraina i Niemcy – właściwie mają pretensje do naszego terytorium. Jedni wypowiadają je wprost, co dotyczy zwłaszcza Ukrainy, gdzie środowiska banderowskie formułują pod adresem Polski żądania terytorialne, inni czynią to w sposób niewypowiedziany, ale nie mniej groźny. Dotyczy to niemieckich ziomkostw, wspieranych po cichu przez niemiecki mainstream, niezależnie od tego, czy jest on socjalistyczny, czy tak zwany chadecki.
Brak polityki zagranicznej rekompensuje nam pustosłowie oparte na tak zwanej doktrynie jagiellońskiej, nazywanej też górnolotnie przez pana Kwaśniewskiego i jemu podobnych doktryną Giedroycia. Jest to zbiór pobożnych życzeń, anachronicznych koncepcji i idei przypisywanych rozmaitym myślicielom – od Mierosławskiego po Piłsudskiego.