To film czy powieść "political fiction"? Nie. Bełkot pijaka – frustrata z Połtawy czy Sum? Nie. Prowokacja rodem z rosyjskiej państwowej telewizji ? Nie. Anonimowy internauta spod Sambora (teraz nazwanego Sambirem) czy Charkowa, wściekły na Polaków, bo mu Polak odbił kobietę? Też nie. To oficjalna, jak najbardziej, wypowiedź posła do Werchownej Rady (już byłego) – jednoizbowego parlamentu Ukrainy, polityka, publicysty, aktywnego w tamtejszych mediach społecznościowych działacza nacjonalistycznej partii "Swoboda".
To ów jegomość – nazwiska nie będę podawał, bo takim świrom chodzi o reklamę za wszelką cenę – który obecnie służy jako młodszy chorąży w jednostce "dronowej" armii ukraińskiej zapowiedział, że jak tak dalej pójdzie, to drony z Ukrainy zaatakują i Węgry i Polskę.
Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że nikt ani z ukraińskich wojskowych-przełożonych owego cymbała (a może i, kto wie, proroka?) ani też polityków nawet się po tej wypowiedzi nie zająknął. Bali się ? Czy uznali,że warto,mówiąc językiem nomen -omen wojskowym, "sprawdzić bojem", jak zachowają się "Lachy" ?
Ok, ktoś powie "pojedyncza wypowiedz". Albo "gość nie pełni żadnej funkcji,ot, sierżant, wojna odbija mu się na nerwach". A ja na to "hola, hola". Nie on jeden bowiem tak mówi, bo takowe pomruki dochodzą już od dłuższego czasu. I jak mówi stare polskie przysłowie "od rzemyczka do koziczka". Jeśli ktoś dziś chciałby się ze mną założyć, że na pewno tak nie będzie – to bym mu poradził, żeby nie ryzykował pieniędzy. Bo naprawdę niczego wykluczyć nie można. Zwłaszcza w kontekście ostatnich posunięć, decyzji, wypowiedzi prezydenta (wciąż) Zełenskiego. Kryzys w relacjach Warszawa – Kijów jest faktem, ale prawdziwy, znacznie głębszy kryzys dopiero – jak przewiduję – przed nami.
Symptomy tego, co nas czeka są widoczne. I to nie tylko grożenie przez polityka-żołnierza jednostki dronowej atakiem dronów na nasz kraj.
To także wyprodukowanie słynnych już "Wołyń Pride" – dumy z tego, co zrobili na Wołyniu wraz z wizerunkiem... noża, co jest szczególnie złowieszcze. Choć przecież równie dobrze mogłyby być widły, czyż nie?
Przyszłość relacji polsko-ukraińskich w przewidywalnym czasie postrzegam tak jak ów facet z dowcipu rysunkowego Andrzeja Mleczki z 1998 roku, który mówi do drugiego "Czarnecko to widzę"...
Czytaj też:
Szokujące słowa znanego historyka o UPA. "Ogólnie nie była organizacją kryminalną"Czytaj też:
Nie będzie MiG-ów dla Ukrainy. Kosiniak-Kamysz ujawnia powód
