Na targach stanowych Wisconsin spotykają się mężczyzna z przeszłością i kobieta po przejściach.
Ona fryzjerka, on mechanik samochodowy. Mają dzieci będące pamiątką chybionych małżeństw, pracują dorywczo, jednak ich prawdziwą pasją jest muzyka. Na scenie odżywają. Sami nie komponują ani nie piszą tekstów. Są fanami starającymi się upodobnić do idoli również strojem i fryzurą.
Przyczynki do biografii gwiazd amerykańskiej estrady często goszczą na ekranach. „Song Sung Blue” próbuje oddać sprawiedliwość maluczkim, którym odmawia się miana artystów tylko dlatego, że czerpią inspirację z cudzego repertuaru. A przecież oni też „dostarczają ludziom radości”.
Recenzja została opublikowana w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy .
© ℗
Materiał chroniony prawem autorskim.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
