Krajobraz po rozłamie
  • Piotr SemkaAutor:Piotr Semka

Krajobraz po rozłamie

Dodano: 
Jarosław Kaczyński (P) i Mateusz Morawiecki (L)
Jarosław Kaczyński (P) i Mateusz Morawiecki (L) Źródło: PAP / Leszek Szymański
Były premier jest z jednej strony w sytuacji kogoś, kto ma ugrupowanie mające spory potencjał, ale z drugiej – o tym, czy jego fronda będzie miała dostatecznie dużo wyborców, by dać mu silną pozycję negocjacyjną, przekonamy się dopiero późnią jesienią, gdy ostatecznie będzie można ocenić sondaże z ostatnich paru poprzedzających ją miesięcy.

Na moim dziecięcym placu zabaw krzyczało się kiedyś: „Pobite gary!”. To dawne powiedzenie podwórkowe oznaczało koniec zabawy, a jednocześnie swoisty protest z powodu łamania zasad w trakcie zabawy w chowanego lub w berka.

W wypadku sporu o przyczyny odejścia grupy Mateusza Morawieckiego z Prawa i Sprawiedliwości obie strony konfliktu krzyczały: „Pobite gary!”. I obie od dawna były przygotowane mentalnie na rozejście się. Oczywiście nie wszyscy, ale po obu stronach byli zagończycy, którzy stali na stanowisku, że lepiej się rozejść, niż wzajemnie się kłócić. I była też duża grupa, która do tego rozejścia próbowała nie dopuścić. Z jednej strony sam Morawiecki równolegle do swoich, przyznajmy, sporych ambicji wolał raczej zostać w partii i czekać na sukcesję po Jarosławie Kaczyńskim, niż iść na swoje. Ale z drugiej strony byli też wśród jego „harcerzy” ci, którzy od dawna argumentowali, że trzeba zacząć jakiś nowy rozdział na własny rachunek. A w wypadku PiS frakcja „maślarzy”, na czele z Jackiem Sasinem, Patrykiem Jakim i Tobiaszem Bocheńskim, od paru lat reagowała na Morawieckiego – delikatnie mówiąc – bardzo źle.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.
Czytaj także