Sekretarz skarbu USA Scott Bessent ogłosił, że Stany Zjednoczone rozpoczynają szeroką ofensywę gospodarczą przeciwko Iranowi. Deklarowanym celem przedsięwzięcia określanego potocznie jako "gospodarczy D-Day" ma być odcięcie Teheranu od światowych rynków i źródeł finansowania. Waszyngton ostrzegł państwa, banki i firmy prowadzące interesy z Iranem, że również mogą zostać objęte sankcjami.
Operacja ma objąć m.in. handel ropą naftową, transport morski, sektor finansowy, kryptowaluty, złoto i lotnictwo. Bessent powiedział, że państwa utrzymujące stosunki gospodarcze z Iranem otrzymały harmonogramy wygaszania określonych transakcji. Nie wykluczył objęcia sankcjami nawet chińskich banków. – Nikt nie jest poza zasięgiem amerykańskich sankcji – podkreślił.
Chiny, Rosja, Turcja. USA nałożą sankcje?
Dr Wojciech Szewko, ekspert ds. stosunków międzynarodowych, omawiał tę sprawę w dwóch ostatnich materiałach na swoim kanale "Szewko czyli na Wschód od Bliskiego Wschodu". Zwrócił uwagę, że jeśli USA rzeczywiście chcą w ten sposób obezwładnić Iran, to musieliby uderzyć w interesy jego głównych kontrahentów: Chin, Rosji, Turcji, Pakistanu czy Indii. – Musieliby uderzyć w kraje, w które nie chcą uderzać – przypomniał Szewko.
Ekspert przypomniał w tym kontekście, że Rosja jest prawdopodobnie największym partnerem Iranu w zakresie uzbrojenia. Chiny są największym odbiorcą ropy naftowej z Iranu. Także Turcja i Pakistan są dużymi odbiorcami towarów z Republiki Islamskiej. – Nie ma takiej możliwości, a jeżeli jest, to będzie to próba zastraszenia poszczególnych krajów, żeby wycofywały się samodzielnie – ocenił. Jak dodał, nawet gdyby państwa te zdecydowały się zerwać czy osłabić stosunki z Iranem, to skutki ekonomiczne i tak pojawiłyby się dopiero za kilka miesięcy.
Szewko podkreślił, że ogłoszenie przez USA blokady Chin byłoby kompletne science fiction. Przypomniał np., że komponenty do budowy amerykańskich rakiet Patriot są sprowadzane z Chin. W "wojnie handlowej" USA z Chinami panuje obecnie kruchy rozejm. We wrześniu Xi Jinping ma odbyć wizytę państwową w Waszyngtonie. Szewko powiedział, że nałożenie sankcji na chińskie banki oznaczałoby prawdopodobnie ekonomiczny odwet Pekinu i to nie adekwatny, ale ofensywny.
Trump chce się wycofać z wojny?
Szewko zwrócił uwagę na głosy ekspertów, które powinny być zauważone w Polsce. – Najważniejszy komunikat jest taki, że administracja amerykańska wyczerpała swoje możliwości w konfrontacji z Iranem. Czyli był to ostatni strzał, który jak na razie okazał się kapiszonem. Być może te sankcje zostaną nałożone w przeciągu tygodnia albo dwóch, ale efekt nie będzie już taki, jak się spodziewano – mówił, wskazując po raz kolejny, że to wszystko osłabia postrzeganie siły USA na arenie międzynarodowej.
Jak ocenił, być może rzeczywistym celem Waszyngtonu jest teraz ogłoszenie atrapy sankcji ekonomicznych, żeby Trump mógł wycofać się militarnie z wojny, której nie udało się wygrać. Walka z Iranem miałaby się skoncentrować na kwestiach gospodarczych, przy czym – jak przypomniał – Iran i tak jest objęty całą plejadą sankcji od końcówki lat 70. Żeby Iranowi naprawdę zaszkodzić, USA musiałby więc rzeczywiście nałożyć sankcje na państwa, które z Teheranem handlują, czego w istocie robić nie chcą.
Partnerzy Iranu nie przestraszyli się?
Z komunikatów władz Iranu wynika, że nie przestraszyły się zapowiedzi Waszyngtonu i nie wierzą, żeby partnerzy handlowi zastosowali się do amerykańskich sankcji i zerwali z Teheranem stosunki gospodarcze. Wiceszef MSZ oznajmił, że USA mylą się, twierdzą, że potencjał militarny Iranu został zlikwidowany.
Zdaniem Szewki na razie nie ma "gospodarczego D-Day". – Moja teza, że obserwujemy zmierzch imperium amerykańskiego staje się coraz bardziej uprawdopodobniona – powiedział ekspert. – Ta pułapka Tukidydesa, o której mówił Xi, a tak gwałtownie zaprotestował Trump, nie jest abstrakcją. Mówię o agresywnym zachowaniu USA wobec Chin, bo widzi wschodzące mocarstwo – kontynuował.
Czytaj też:
Przemysł wraca do USA. "Trwa cichy boom produkcyjny"
