Czy już trafiła, nie wiem, bo okazało się, że jest dostępna w serwisie z audiobookami, za który i tak płacę stały abonament. Zacząłem więc słuchać sobie wyznań nieszczęsnego dwugodzinnego prezydenta, w stanowiącej osobną wartość interpretacji Michała Żebrowskiego, podczas zwyczajowych sesji cardio. Im dłużej słuchałem, tym szerszy uśmiech rysował się na mojej twarzy. Potencjał komiczny tej książki – a raczej, tej postaci – jest doprawdy niewyczerpany. W każdym razie, wystarczy dla wielu jeszcze kpiarzy, którzy pozazdroszczą zasięgów, jakie kpiny z Trzaskowskiego dały Stanowskiemu.
Żeby nie było za słodko – oprócz niewiarygodnego kabotyństwa, wychodzą też z „więźnia ratusza” (jak nazwała go Joanna Miziołek) rzeczy paskudne – małość, prymitywna pogarda i skłonność do obmawiania ludzi. Podkręca go w tym zresztą
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.

