Naoczni świadkowie, na których powołuje się Reuters, twierdzą, że odgłosy wybuchy było słychać z terenu ambasady w zachodniej części Oslo około godziny 1 w nocy z soboty na niedzielę (8 marca), a nad okolicą pojawił się gesty dym.
Sebastian Toerstad, 18-letni uczeń szkoły średniej, który w chwili zdarzenia przejeżdżał obok, powiedział, że wejście do ambasady zostało uszkodzone.
Wybuch w amerykańskiej ambasadzie w Oslo
Policja w Oslo poinformowała, że do wybuchu doszło przy wejściu do sekcji konsularnej. Zdaniem funkcjonariuszy, w pobliżu nie znaleziono żadnych innych ładunków wybuchowych.
"Na miejscu zdarzenia prowadzono dochodzenia z wykorzystaniem psów, dronów i helikoptera, poszukując jednego lub kilku potencjalnych sprawców" – czytamy w policyjnym oświadczeniu.
Ani ambasada w Oslo, ani Departament Stanu USA nie odpowiedziały na prośbę dziennikarzy Reutersa o komentarz.
Policja prowadzi śledztwo. Sprawa jest priorytetowa
Norweski nadawca publiczny NRK podaje, że ulica przy której mieści się amerykańska placówka, została zamknięta dla ruchu, a śledztwo jest dopiero na wczesnym etapie.
Policja traktuje incydent bardzo poważnie, dochodzeniu nadano wysoki priorytet – podkreśla NRK.
Atak USA i Izraela na Iran. Sytuacja na Bliskim Wschodzie wymknie się spod kontroli?
Nie wiadomo na razie, czy wydarzenia w Oslo są w jakiś sposób powiązane z sytuacją na Bliskim Wschodzie i wojną rozpętaną przez Izrael i Stany Zjednoczone przeciwko Iranowi, który jest atakowany od 28 lutego. W odpowiedzi Teheran ostrzeliwuje Izrael i państwa w Zatoce Perskiej, uznawane za sojuszników Ameryki.
Trwająca dziewięć dni wojna podnosi ceny ropy naftowej i gazu, a także paraliżuje ruch lotniczy i turystyczny w regionie. Polaków przebywających na Bliskim Wschodzie MSZ ewakuuje do kraju wojskowymi samolotami.
Czytaj też:
Atak na szkołę w Iranie. Trump rzuca ciężkie oskarżenia
